Strona głównaOgólnaArtykułyKrytyka trzeciej drogi w „Programie dla monarchii”

Krytyka trzeciej drogi w „Programie dla monarchii”

Czym jest monarchia i jaka jest jej rola? Jaki ma charakter, pasywny, czy aktywny? Na czym się opiera i jaki powinna mieć stosunek do gospodarki? Dlaczego tzw. „trzecia droga” nie jest ani ekonomicznie rozsądna, ani zgodna z charakterem monarchii? Oraz w końcu, dlaczego idący tą drogą w sprawach gospodarki „Program dla monarchii” autorstwa Jana Lecha Skowery (stow. Konfederacja Spiska) kłóci się nie tylko z tym co napiszę poniżej, lecz nawet ze słowami encyklik (tj. Rerum Novarum Leona XIII oraz Quadragesimo Anno Piusa XI), na których, co autor zastrzegł na początku, się on opiera? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście przechodząc od teorii i rozważań ogólnych do analizy gospodarczej części wyżej wspomnianego „Programu dla monarchii”.

Istota i cel monarchii.

Monarchia jest przede wszystkim ustrojem politycznym w swej istocie i genezie najbardziej tradycyjnym i, można by rzec, naturalnym. W rodzinie decydującą rolę ma jedna osoba (zwykle ojciec), rody miały swoich naczelników, plemiona wodzów, starożytne miasta królów-kapłanów, Egipt faraonów, etc. – analogia widoczna jest gołym okiem. Zawsze mamy tu do czynienia z jedynowładcą poddanym pewnym, mniejszym lub większym, ograniczeniom ze strony otoczenia, który ma działać na jego korzyść (ale już niekoniecznie na korzyść np. podbitych ludów, niewolników, etc.). W rodzinie na męża może wpływać żona (bądź na odwrót), na wodzów, czy naczelników rada starszych albo zgromadzenie wojowników, w monarchii stanowej mamy oczywiście poszczególne stany (rycerstwo, duchowieństwo, stan trzeci). Nawet faraon, wydawałoby się wzorzec absolutnego monarchy, był poddany znacznym ograniczeniom, głównie ze strony środowisk kapłańskich, czasem wojskowych (musimy tu pamiętać, że historia starożytnego Egiptu trwała tysiące lat i jest dość skomplikowana, jednakże jeśli ją prześledzić to potwierdza ten punkt widzenia).

St_Thomas_Aquinas

Święty Tomasz z Akwinu

 

To co napisałem powyżej pokrywa się z tym co pisał w swoim „De regno” św. Tomasz z Akwinu, który zaznaczał, że „królów nazywa się ojcami narodów”. Ktoś mógłby jednakże zauważyć, że przecież istniały w historii rządy jedynowładcze, które nie poddawały się jakiejkolwiek kontroli otoczenia – starożytne greckie tyranie, przez pewien czas Imperium Rzymskie, czy rządy osiemnastowiecznych absolutystów. Tu z pomocą przyjdzie nam wspomniany wyżej Akwinata, którego nauk o państwie nie sposób pominąć jeśli chce się mówić o monarchii, szczególnie w europejskim kręgu kulturowym. Wyróżniał on obok monarchii jej wynaturzą formę – tyranię. I o ile monarchię św. Tomasz wskazuje jako najbardziej naturalny i najlepszy z ustrojów to tyranię nazywa najgorszym. Czym jest więc tyrania? Rządy wywiedzione z przemocy, sprawowane przez jedynowładcę dla własnej korzyści. Tyran „zamiast rządzić sprawiedliwością, uciska (…) siłą”, nie przejmując się dobrem swoich poddanych. Widzimy tu zasadniczą różnicę – monarchia jest sprawiedliwa, a monarcha nie wykorzystuje poddanych do swoich własnych, wydumanych, partykularnych celów. Tyrania natomiast, w największym skrócie, to rządy wojny, ucisku podatkowego, napuszczania na siebie różnych grup społecznych wewnątrz kraju i trzymanie ich w szachu (nieraz także niszcząc je gospodarczo) w celu utrzymania się przy władzy.

Monarchia więc, jako ustrój powstały pokojowo z tradycyjnych form (co szczególnie podkreślane jest w nauce Kościoła, lecz jednocześnie nie wyklucza, że władza mogła powstać – i w zdecydowanej swej większości tak było – w wyniku przemocy) to ustrój sprawiedliwy, mający przyczyniać się do pokoju i rozwoju kraju oraz poddanych. Jak pisze Akwinata: „im skuteczniej rządy przyczyniają się do jedności pokoju, tym bardziej są pożyteczne”. Celem ustroju monarchicznego jest zatem strzeżenie poddanych i działanie w ich interesie. Ważny jest jednakże charakter tych działań, ponieważ nie jest to aktywny i wchodzący w każdą dziedzinę życia interwencjonizm, lecz bardziej coś na kształt pasywnego arbitrażu. Król, tak jak ojciec nie steruje każdym ruchem swoich synów, nie może regulować aktywnie, np. przepisami, kluczowych aspektów życia swych poddanych, szczególnie, że są to ludzie dorośli, często mający rodziny. Nawet przypadek wydawałoby się ekstremalny, rzymski pater familias, mający niemal nieograniczoną władzę nie sterował poddanymi mu członkami rodziny – z czasem znacznie dopracowano w tym kierunku nawet sztywne prawo rzymskie, dające pewną niezależność np. dorosłym synom, czy żonom. Sterowanie ludźmi posiadającym wolną wolę, szczególnie za pomocą przemocy szkodzi wszystkim wokół, a efekt jest tym bardziej zwielokrotniony im wyżej znajduje się ośrodek chcący regulować każdy aspekt ludzkiego życia.

Podsumowując: monarchia to władza sprawiedliwa, nieoparta na przemocy (jeśli się na niej oprze stanie się tyranią) mająca w sposób pasywny działać w interesie poddanych, m.in. poprzez utrzymanie spokoju wewnętrznego i zewnętrznego.

Monarchia, a gospodarka.

Mając na uwadze wszystko powyższe, a szczególnie to, że monarcha ma nie opierać się na przemocy i działać w interesie poddanych zajmijmy się materią, dla której powstał ten tekst: jak monarchia powinna zachowywać się względem gospodarki?

Ekonomia jako nauka jest mało znana z czego wynika wiele problemów i niejasności, szczególnie co do terminologii. Do wypracowanych już dawno pojęć takich jak socjalizm i kapitalizm obdarzonych różnymi przymiotnikami dołączyły liczne tzw. „trzecie drogi”, które – w obliczu rzekomej porażki dwóch poprzednich systemów – miały dostarczyć perfekcyjne, wyśrodkowane rozwiązanie tworzące niemalże raj na ziemi. „Drogi” takie zaczęli konstruować różni katolicy, etatyści uważający, że państwowa interwencja rozwiąże wszystkie problemy, czy nacjonaliści, wśród których zabłysnęli polscy ze swoim równie niedorzecznym co nielogicznym hasłem: „Kapitalizm to socjalizm. Trzecia droga nacjonalizm.”. Chaos pojęciowy, pomieszanie definicyjne i niejasności w rozumowaniu powodują, że każda dyskutująca strona ma na myśli trochę co innego niż pozostali i przez to powstają potem różne ustrojowe potworki, które da się zrozumieć dopiero wchodząc w sposób rozumowania i poznając definicje rozmówcy. W takich chwilach zamiast próbować czytać innym w myślach warto wrócić do początku (tak jak zaleca św. Tomasz) by zobaczyć jasny obraz i oprzeć swe rozumowanie na tym co niezaprzeczalne.

mises

Ludwig von Mises, ekonomista, który stowrzył koncepcję ekonomii jako dziedziny prakseologii (dedukcyjnej nauki o ludzkim działaniu).

 

Czym więc jest gospodarka? To przede wszystkim ludzkie działanie (niezaprzeczalny aksjomat), dobrowolna współpraca i wymiana w celu osiągnięcia subiektywnego dla każdego człowieka zysku. Człowiek nie pracuje dla samej pracy – zawsze robi to dla zysku, który umożliwi mu spełnienie jego celów. Może to być utrzymanie rodziny, napełnienie sobie brzucha, zwiększenie swoich umiejętności, czy też osiągnięcie pożądanego stanu, niezależnie od tego, czy będzie to virtus, arete, czy nirvana. Ustroje ekonomiczne natomiast rozróżnia się ze względu na stosunek do gospodarki – tego jak, i czy w ogóle, państwo używa przemocy by wpływać na przebieg i zaburzać dobrowolne międzyludzkie wymiany na rynku. Najbardziej skrajny jest socjalizm/komunizm, który dobrowolne stosunki międzyludzkie miał w zasadzie wyrugować (co jest gospodarczą niemożliwością) zastępując je „wspólną własnością” co oznaczało w praktyce państwową dystrybucję tej własności bez udziału rynku. Z drugiej strony mamy system własności prywatnej i dobrowolnych wymian na rynku, czyli kapitalizm. Nazwa ta opatrywana jest różnymi przymiotnikami w zależności od stopnia interwencji państwowej. Często kapitalizm jako taki jest uznawany za tożsamy z kapitalizmem wolnorynkowym, czy krócej, po prostu wolnym rynkiem. Pojęcia te u wielu mieszają się i zlewają w jedno. Jest to błędem, ponieważ kapitalizm istnieje niekoniecznie w warunkach niezaburzonej rynkowej konkurencji i braku interwencji państwa. Rynek jest ograniczany praktycznie zawsze przez państwo w rejonie wielu usług (np. prostytucja, usługi wykorzystujące przemoc), czy handlu konkretnymi przedmiotami (np. narkotyki, broń) – nie mamy tu więc do czynienia z wolnym rynkiem, lecz dalej istnieje system własności prywatnej, mimo tego, że niektóre sektory gospodarki są wyłączone z obrotu. Zwolennicy trzeciej drogi stawiają się poza kapitalizmem i socjalizmem, twierdząc, że znaleźli ścieżkę, na której nie napotkamy problemów powstających w obu tych systemach. Czym jest więc ta osławiona trzecia droga? Jawi się ona przede wszystkim tym, że naczelną rolę w niej mają regulacje imputowane przez państwo. Mają one na celu ograniczenie „kapitalistycznej chciwości”, która ma tworzyć biedę i wiele społecznych patologii, czy też, np.  zniesienie dominacji kapitału tzw. „obcego” bezpośrednią regulacją. Co ważne – nie ma być przy tym socjalizmem, który wyniszcza relacje międzyludzkie i sprawia, że państwo dominuje nad jednostkami i rodzinami. Za najważniejsze zwolennicy trzeciej drogi uważają często kwestie społeczne, dla których gospodarka ma być odpowiednio dostosowana przez państwo. Państwo ma zadbać by wychowanie było moralne (często poprzez monopol na edukację), ma sprawić, że ludzie będą dumni  z tego, że urodzili się w danym kraju i będą chcieli go bronić, ma także doprowadzić do tego, że krajowe firmy będą się rozwijać i obejmować kluczowe (wg państwowych urzędników) sektory gospodarki, szczególnie te, w których jest możliwość stworzenia wielu miejsc pracy, a przy tym wszystkie rodziny będą miały dach nad głową i środki na utrzymanie dzieci. Postulaty te mogą się mnożyć i nieco różnić w zależności od tego kto konkretnie będzie je wysuwać – w przypadku narodowca będziemy tu słyszeć dużo o narodzie i solidarności, w przypadku katolickiego demokraty możemy więcej słyszeć o moralności i zwiększeniu przez państwo wpływu Kościoła. Wszystkie te postulaty będą miały jednak wspólny mianownik – działanie państwa, które ma zdziałać to czego „nie potrafił” rynek, ma „naprawić jego błędy”.

Z powyższego wynika więc, że trzecią drogą jest system własności prywatnej z obecną silną interwencją państwową. Podstawowym założeniem jest tu to, że państwo to będzie „dobre”, „moralne”, „prawomocne”, etc. etc. – w przeciwieństwie do ustrojów wspierających gospodarkę kapitalistyczną, czy wprowadzających socjalizm. Przyjrzyjmy się jednak stosunkowi wobec gospodarki jaki prezentują dzisiaj obecne ustroje, szczególnie demokracja liberalna w różnych odmianach. Widzimy tutaj w różnym stopniu działanie państwa podejmowane w celu „poprawienia bytu” swych obywateli. Mamy liczne interwencje w rynek, niektóre sektory gospodarki są także bezpośrednio w posiadaniu państwa, ze względu na ich „strategiczność”, czy „rolę społeczną”. Państwo zajmuje się tutaj bardzo szeroko kwestiami społecznymi prezentując wachlarz rozwiązań zgodnych z ideami rządzącej elity. Widać to na przykład w działaniach ministerstw odpowiedzialnych za edukację oraz w licznych kampaniach społecznych. Pod państwową egidą istnieją także związki zawodowe, których celem teoretycznie ma być „dbanie” o los pracowników (zaburzając rynek pracy). Przykłady państwowych interwencji uwarunkowanych ideologicznie można mnożyć. Na koniec wypada wspomnieć tu o np. przymusowych ubezpieczeniach społecznych, czy najbardziej bodaj zbrodniczym ze wszystkich działań dzisiejszych państw – próbach sterowania gospodarką z pomocą pieniądza fiducjarnego i „stymulowania” nim gospodarki. Propozycje gospodarcze trzeciej drogi są tym samym co mamy obecnie – różnią się jedynie bardziej przystępną dla niektórych otoczką.

Ktoś mógłby tutaj stwierdzić, że podstawową kwestią są tutaj nie rozwiązanie gospodarcze, które trzecią drogę sprowadzają do poziomu zwykłego, powszechnego dziś interwencjonizmu, lecz forma państwa. Jednakże, czy prawa ekonomii zmienią się wraz z rodzajem ustroju, czy zmianą zakresu kompetencji państwa lub nacisku na szczególne kwestie? Odpowiedź jest jednoznaczna: nie. Jakkolwiek ustrój państwowy różniłby się od obecnego, to sytuacja ekonomiczna, w przypadku podjęcia podobnych decyzji gospodarczych wiele by się nie zmieniła. Praw ekonomii nie da zmienić się ustawą – równie dobrze moglibyśmy próbować konstytucyjnie unieważnić prawa fizyki. Nawet gdyby udało się przeprowadzić takie kaleczące rozum zmiany, to jajko wypuszczone z dłoni dalej rozbije się spadając na ziemię. Nawet jeśli polecielibyśmy na Marsa, to prawa fizyki nie zmieniłyby się, a grawitacja dalej by istniała – od praw fizyki nie da się uciec. Podobnie jest z prawami ekonomii. Magiczne recepty gospodarcze mają to do siebie, że są zbyt piękne by mogły być prawdziwe, a to co wygląda wspaniale na papierze zwykle nie wytrzymuje starcia z dowodami apriorycznymi i empirycznymi.

Co więcej, jak już dowiedziono, interwencjonizm, z czasem wzrastający w siłę, prowadzi do socjalizmu. Regulacje powodują zaburzenia rynku – by tych zaburzeń się pozbyć państwo proponuje kolejne regulacje i tak w kółko, aż w końcu rościć sobie będzie prawo do regulowania każdej dziedziny życia. Nie jest to zresztą jedyny powód, dla którego jest to ustrój gospodarczy sprzeczny z duchem monarchii. Monarchia jest ustrojem z natury swojej biernym, więc aktywny udział państwa w gospodarce nie może być dla niej właściwy. Podstawowym celem jakim stawia się dziś przed monarchią jest zjednoczenie mieszkańców państwa dla jednej, wspólnej sprawy jaką jest dobro kraju. Niektórzy mówią, że dlatego właśnie kapitalizm jest nieodpowiedni, ponieważ tworzy on dwie zwalczające się klasy: burżuazję i proletariat. Ten marksistowski argument został dawno obalony, zarówno przez ekonomistów jak i historyków, a teoria walki klas wykazała swą nieprawdziwość. To nie kapitalizm, lecz właśnie interwencjonizm prowadzi do powstania dwóch wrogich klas: beneficjentów i płatników systemu. Interwencje państwowe w gospodarce prowadzą do redystrybucji dóbr. Załóżmy na przykład, że chcemy dotować rodzimy przemysł. W tym momencie będą zyskiwać właściciele oraz pracownicy przemysłowi, którym płacone przez nich podatki zwrócą się w pewnym stopniu w dotacjach, czy finansowanych z nich wypłatach. Tracić będą inni podatnicy cierpiący przez podwyższone podatki. Podobnie będzie tu w przypadku zasiłków, zapomóg i innych – zawsze będą dwie grupy, jedna korzystająca, a druga tracąca. Współpraca między nimi jest niemożliwa (w przeciwieństwie do tzw. proletariatu i burżuazji), ponieważ możliwości takiej pozbawia ich państwo, będące pośrednikiem zarządzającym cudzymi pieniędzmi. Nie ma tu obecnej kalkulacji ekonomicznej, a wszystko zależy od arbitralnych decyzji polityków i urzędników. Tutaj nie będę się o tym rozpisywał, temat zostanie rozwinięty przy omawianiu gospodarczego fragmentu „Programu dla monarchii”. Przy okazji tego pozostawienie siły decyzyjnej w rękach polityków i urzędników, czy po prostu organów specjalnie powołanych do konkretnej interwencji w rynek niemal na pewno doprowadzi do korupcji i wynaturzeń ustroju politycznego.

Skoro wiadomo, że nie socjalizm, ani nie interwencjonistyczne wersje kapitalizmu, to jaki ustrój gospodarczy odpowiada monarchii? Według mnie jest to wolnorynkowy kapitalizm (nie mylić z rozpowszechnioną dziś korporacyjną wersją kapitalizmu, w którego utrzymaniu dużą rolę mają państwa!). Król spełniałby się tam jako swego rodzaju sędzia-rozjemca, bierna rola monarchii byłaby wyjątkowo przydatna. Monarcha utrzymywałby spokój wewnętrzny i zewnętrzny o wiele skuteczniej mając do czynienia jedynie z czynnikami, które naturalnie kształtowane są przez ludzkie działanie oraz pozostałe państwa nie musząc zajmować się problemami, które wywołało jego państwo. Zabrakłoby wielu kłopotliwych zmiennych, wprowadzonych na rynek przez interwencjonistyczny rząd, których skutki trudno jest przewidzieć. W końcu, jeśli monarcha ma zadbać jakoś o dobrobyt, to pozostawienie ludziom wolnej woli na rynku, znaczne ułatwienie działania (poprzez brak regulacji) dobrowolnym organizacjom oraz stowarzyszeniem prywatnym i kościelnym (tak wychwalanym przez papieża Leona XIII) i chociażby obciążenie poddanych minimalnymi podatkami jest odpowiednią drogą.

„Program dla monarchii” – krytyka gospodarcza.

Przejdziemy teraz do krytyki konkretnych propozycji zmian gospodarczych proponowanych dla przyszłej polskiej monarchii przez Jana Lecha Skowerę. Krytyka będzie dotyczyć jedynie podrozdziału „Gospodarka” – całość można znaleźć tu: LINK.

Leo_XIII

Papież Leon XIII

 

Zaczynając od początku autor zaznacza, że założenia gospodarcze poniżej zawarte odwołują się do dwóch encyklik „Rerum Novarum” Leona XIII i „Quadragesimo anno” Piusa XI, co znacznie ułatwi nam polemikę z konkretnymi propozycjami. Po krótkim przedstawieniu na czym polega „trzecia droga” (co wyłuszczyłem wyżej) znajdujemy następujący passus: „Na państwie spoczywa troska o prawidłowy rozwój gospodarki.”. Jaki jest prawidłowy rozwój? Skąd państwo pozyska odpowiednie dane do określenia jaki rozwój jest prawidłowy, a jaki nie? Jak urzędnik, czy nawet król miałby dokonać poprawnej kalkulacji ekonomicznej na temat tego, co na rynku byłoby rozwojem prawidłowym, a co nie? Na tym etapie interwencjonizm potknąłby się o tą samą przeszkodę, o którą potknęli się obrońcy socjalizmu w trakcie tzw. „socjalistycznej debaty kalkulacyjnej” rozpoczętej w latach 30. XX wieku, a zakończonej ostatecznie upadkiem Związku Radzieckiego. Jak decyzja urzędnika w warunkach niedostatecznej informacji oraz nieznajomości przyszłych zdarzeń ma być prawidłowa, a nie czysto arbitralna i szkodliwa dla gospodarki? Z tego początkowego błędu wynikają potem kłopotliwe stwierdzenia w dalszej części, np.: „W planowaniu procesów gospodarczych kraju należy uwzględnić kontekst geopolityczny…”. Z tym, że procesów gospodarczych, ścieżek rozwoju i wpływu wynalazczości i dobrowolnej wymiany nie da się zaplanować.

Następnie poruszany jest temat własności, w którym znajdujemy następujące słowa: „Każda forma własności: publiczna (państwowa), prywatna, czy spółdzielcza jest właściwa, a zależy to od rodzaju i wielkości przedsięwzięcia.” – niestety temat ten nie został rozwinięty. Nie dowiemy się kto powinien określać właściwy cel i odpowiednią wielkość „właściwego” przedsięwzięcia. Co ważne jednak, według mnie kryteria wielkości i celu są w tym przypadku błędne. Podstawowym kryterium powinien być tu sposób nabycia tej własności – forma jest właściwa, gdy sposób nabycia jest dobrowolny. Gdy np. ktoś zmusza inną osobę do transakcji bądź wymusza udział w spółdzielni, to wiemy, że taka własność nie jest właściwa. Jedynie własność oraz zmiany własnościowe powstające w wyniku dobrowolnej wymiany są właściwe. Co więcej słowa z powyższego cytatu dodatkowo dziwią, ponieważ Leon XIII wyraźnie w swej encyklice wywyższa własność prywatną nad inne jako tą, która została przyznana człowiekowi jeszcze zanim pojawiły się jakiekolwiek państwa i własność wspólna.

Teraz przechodzimy już powoli do prezentowania konkretnych recept gospodarczych. „Zadaniem dobrze rozumianej władzy państwowej jest wsparcie rodzimych firm tam gdzie jest to konieczne w celu zachowania ich konkurencyjności na rynku” – czytamy, by za chwilę dowiedzieć się, że odpowiednim działaniem jest „Tworzenie rodzimych przedsiębiorstw…”. Jest to fragment bardzo niepokojący, tym bardziej, że owo „wsparcie rodzimych firm” nie jest tu jasno określone. Subsydia państwowe byłyby nie tylko nieuczciwe wobec wielkiej części podatników (szczególnie ich biedniejszej części), lecz prowadziłyby także do dużej ilości błędnych inwestycji, szczególnie w przypadku gdy subsydia byłyby hojne. W rozliczeniu przyniosłoby to straty nie tylko skarbowi państwa (czyli podatnikom), lecz także gospodarce jako całości, ponieważ rzadkie zasoby, które mogły być wykorzystane efektywniej w innych dziedzinach zostały wykorzystane tam gdzie opłacało się to na krótką metę (okres dotacji), a w końcu nawet przyniosło straty. Wsparcie i tymczasowy zysk otrzymaliby jedynie konkretni beneficjenci, a jak pisze Leon XIII w „Rerum…”: (…) jak nierozumną byłoby rzeczą, gdyby się państwo starało o dobro części tylko obywateli.”. Bardziej jednak zastanawiające jest to „tworzenie” przedsiębiorstw. Użycie tego słowa sugeruje nam, że warunki rynkowe (zaburzone, bądź nie, przez interwencję państwową) sprawiły, że nikomu nie opłaca się danych przedsiębiorstw tworzyć. Wskazywałoby to, że wkroczyć ma tu państwo i „stworzyć” przedsiębiorstwa. Ich celem byłby tutaj nie zysk, lecz to by, jak czytamy dalej: „(…) nie dopuścić do zmonopolizowania jakiegoś sektora gospodarczego przez obcy kapitał.”. Zakładając zatem, że „obcy kapitał” dostarcza dobrych usług i produktów, które zaspokajają potrzeby kraju do tego stopnia, że rodzimym przedsiębiorcom nie opłaca się wchodzić na te konkretne rynki, a ludzie, którzy nie korzystają z usług „obcego kapitału” zadowalają się substytutami, to czemu państwowa interwencja ma wkraczać i z podatków mieszkańców kraju tworzyć nierentowne przedsiębiorstwa tworzące nieuczciwą (wspieraną przez państwo) konkurencję? Dodatkowo zarządcy takich państwowych przedsiębiorstw dysponujący cudzymi pieniędzmi nie prowadziliby ich tak jak swoich własnych. Ucierpiałaby tutaj kalkulacja ekonomiczna, a co za tym idzie wydajność przedsiębiorstwa i jakość produktów bądź usług. Jednakże, jeśli „monopol obcego kapitału” nie zaspokaja żądań konsumentów, którzy nie zadowalają się także substytutami, to, zamiast zakładać państwowe przedsiębiorstwa mające wypełnić tę lukę, trzeba zbadać czemu prywatny, rodzimy kapitał nie chce tej luki wypełnić. Historia i większość przykładów z czasów dzisiejszych jasno nam pokazują, że w większości przypadków spowodowane jest to interwencją państwa w rynek. Mogą być to podatki, cła, regulacje poszczególnych branż ze względu na jakiś „interes”, państwowe wsparcie związków zawodowych wymuszających szkodliwe regulacje, etc. Dalsza interwencja państwowa mogłaby tutaj sprawę co najwyżej pogorszyć.

Kolejne ciekawe stwierdzenie dopada nas dwa akapity dalej: „Prywatyzacja zasobów bogactw naturalnych, np. węgla, spowoduje upadek całej gałęzi przemysłu wydobywczego, przy tym i energetyki, z setkami tysięcy miejsc pracy.”. Przeciwko prawdziwości tych słów znajdujemy nie tylko argumenty aprioryczne, ale także empiryczne. By uniknąć kontrargumentów rodzaju, „prywatyzacja bogactw naturalnych możliwa jest w kraju X, ale nie w Polsce, ponieważ y” podam tu przykład z naszego, śląskiego podwórka. Mam tu na myśli sprawę kopalni „Silesia”, która z przynoszącego straty dotowanego przedsiębiorstwa stała się wydajną prywatną kopalnią. Co więcej zatrudnia ona dwa razy tyle ludzi, a także wkroczyła na rynek czeski. Wystarczyła chęć pracowników, wynajęci do stworzenia biznesplanu i kosztorysów specjaliści oraz inwestor, który skorzystał chętnie z danej mu przez los okazji. Jak widać prywatyzacja niekoniecznie musi ciągnąć za sobą upadek lub utratę miejsc pracy, często wręcz przeciwnie. Prywatny inwestor po prostu wie lepiej od państwa jak i gdzie inwestować – i to widać. Na rynku energetycznym w Polsce mamy bardzo kuriozalną sytuację – Gazprom dyktuje ceny jak chce, węgiel jest drogi, a ludzie, którzy go wydobywają (a także całe rzesze związkowych darmozjadów) co jakiś czas palą opony, zakłócają spokój i blokują ruch w stolicy. Te ostatnie przybrało już wręcz charakter plemiennego rytuału. Przy tym wszystkim okazuje się, że węgiel bardziej opłaca się sprowadzać z zagranicy, choćby z Rosji, Australii, czy Chile. Pytaniem, które trzeba sobie tu zadać jest nie to, co robią w Australii i innych krajach, że opłaca się nam import, lecz co robi państwo polskie, że śląski węgiel spod naszego nosa jest tak nieopłacalny. Leon XIII w „Rerum…” pisał, że zasadniczym obowiązkiem państwa jest to „(…)ażeby opieką otaczał wszystkie na równi klasy.”, a nieco dalej dodawał: „(…)państwo winno popierać wszystko, co w jakikolwiek sposób może polepszyć dolę robotników.”. Czy związki zawodowe dające prawne przywileje wybranej grupie (z której duża część jest zwykłymi urzędnikami, czy po prostu „działaczami”) kosztem reszty społeczeństwa nie są właśnie otaczaniem szczególnej grupy specjalną opieką? Ktoś mógłby tutaj powiedzieć: ale dzięki temu robotnicy mają dobre warunki życiowe i chcą pracować! W takim razie dlaczego to właśnie pracownicy „Silesii”, mimo pozbawienia 14 pensji, byli nastawieni najmniej roszczeniowo i nie kwapili się do krzyków i rozrób w czasie ostatnich protestów? Upaństwowione surowce naturalne oraz dotowany przemysł wydobywczy prowadzą do nieefektywnego wydobycia, marnotrawstwa, redystrybucji na rzecz małej grupki wybrańców i ogólnej straty dla społeczeństwa w wielu wymiarach.

steamrolld

Karykatura z 1933 roku na regulacje w rolnictwie wprowadzane przez prezydenta F. D. Roosevelta. Pod walcem regulacji zmiażdżone mają być m.in. konsumenci, podatnicy i przedsiębiorcy oraz prawa ekonomii. Prowadzący walec prezydent zachęcany jest przez farmerów.

 

Autor idzie za ciosem i wymienia także dziedziny gospodarki, o których narodowy charakter powinno zadbać państwo. Są to rolnictwo, budownictwo, energetyka, komunikacja. W każdej z nich postulowana jest szeroka i dotkliwa interwencja państwa.

Rolnictwo, nazwane tutaj „strategicznym”, ma być uzależnione od „decyzji politycznych”. Co więcej ma mieć charakter wyłącznie narodowy. Nie mówimy tu jedynie o rolnictwie sensu stricto, lecz także o całym jego zapleczu, więc także sprzęcie rolniczym, nawozach, etc. Nie ma tu poza tym podanych żadnych konkretów, więc ciężko jest stwierdzić jak rolnictwo i powiązany z nim przemysł będzie regulowany. Najpewniej będzie tu funkcjonować dotowanie rolnictwa z budżetu na ogromną skalę, a także tworzenie publicznych przedsiębiorstw w celu ich późniejszej prywatyzacji do rąk polskich obywateli. Co dziwne, autor zauważa wyjątkowo dogodne warunki dla rozwoju rolnictwa, lecz w dalszym ciągu uważa, że należy założyć na nie kaganiec „decyzji politycznych”. Dokładnie tak dzieje się dziś – czy nie lepiej po prostu byłoby pozbyć się takich niepotrzebnych ograniczeń, zamiast wiązać polskie rolnictwo kaprysami polityków i biurokratów?

Budownictwo ujęte jest tu przede wszystkim jako budownictwo mieszkaniowe. Zdają się tu przebijać dystrybucyjne idee Chestertona. Postawiony został postulat, że każdego powinno było stać na mieszkanie i powinien je posiadać na własność – podobnie jak kiedyś Chesterton postulował, że każdy powinien posiadać 2 akry i woła. Jako sposoby osiągnięcia tego stanu, obok jak najbardziej koniecznej i pozytywnej likwidacji barier administracyjnych pojawiają się sposoby niepokojące, szczególnie gdy nie są dokładnie wyjaśnione. Tuż przy zniesieniu barier administracyjnych widnieje zniesienie barier finansowych – czy oznacza to odgórną kontrolę wysokości czynszów, wyznaczanie górnych granic cen za metr kwadratowych, czy może nieszkodliwą dla rynku obniżkę (może i nawet zniesienie?) konkretnych podatków? Tego nie wiemy. Kolejnym podpunktem jest tu zagwarantowanie wystarczającej podaży działek budowlanych. Co to ma oznaczać? Normalnie ilość działek jest decydowana w warunkach rynkowych (jakkolwiek zaburzone by nie były) – tutaj ma być to zastąpione  decyzją jakiegoś autorytetu. Musi on stwierdzić jaka jest odpowiednia podaż, a następnie dostosować do niej podaż rynkową. Tak ogromne zaburzenie rynku, wyrugowanie kalkulacji ekonomicznej, nie dość, że śmiertelnie okaleczy rynek mieszkaniowy to w dodatku odda go na pastwę arbitralnych urzędniczych decyzji tworząc ogromne pole do korupcji i nadużyć. W następnym podpunkcie czytamy o wprowadzeniu „systemu regularnego oszczędzania ze wsparciem finansowym państwa” na cele kupna bądź budowy miejsca do mieszkania. Już samo w sobie oszczędzanie narzucane przez państwo (więc wymagające jakiejś minimalnej formy państwowej kontroli) jest zazwyczaj stratne dla oszczędzającego, nie mówiąc już o łataniu tych oszczędności z budżetu  (wystarczy wspomnieć tu o ZUSie i OFE). To ostatnie szczególnie dzieli nam mieszkańców kraju na grupę beneficjentów i płatników. Dodatkowo potem możemy przeczytać o tym, że tych, których, mimo zarobków, nie stać na wynajęcie mieszkania należy wesprzeć zasiłkami socjalnymi. Udzielanie dopłat pieniężnych na mieszkania jest ruchem nietrafionym, który bardziej pogłębi patologie, niż im zaradzi, dodatkowo uzależniając beneficjentów od państwa i pieniędzy innych podatników.

W podobnym tonie są dwa kolejne podpunkty, dotyczące energetyki (którą w różnych kierunkach powinno rozwijać państwo) oraz komunikacji. W tym drugim zawarto także postulat odtworzenia polskiego przemysłu motoryzacyjnego oraz wspomniano o rozwoju technologii.  Jednakże kapitału na jedno i drugie ma dostarczyć tu państwo – o braku obecności kalkulacji ekonomicznej i problemach w przypadku działalności gospodarczej państwa pisałem już wyżej. Dodatkowo jako argumentem za odgórnym odtworzeniem przemysłu motoryzacyjnego podane jest tu to, że tworzy on dużo miejsc pracy. Duża ilość miejsc pracy nie jest celem gospodarki – jej celem jest wymiana i osiągnięcie z niej zysku. Pracuje się nie dla pracy, lecz dla zysku. Argumentu takiego (chyba, że chcemy uderzyć w nuty populistyczne) nie powinno się podawać. Tym bardziej w przypadku gdy mamy do czynienia z miejscami pracy fundowanymi z pieniędzy innych podatników. Przesunięcie majątkowe może wpłynąć na zmniejszenie się ilości miejsc pracy w innych sektorach gospodarki. Znów: wzbogacą się właściciele fabryk oraz ich pracownicy, a utraci reszta podatników, którzy niekoniecznie skorzystają na nowej gałęzi rodzimego przemysłu. Ostatecznie, jeśli zwiększenie ilości miejsc pracy i zapewnienie jej każdemu było celem gospodarki, to rację mieli by luddyści rozbijający parowe maszyny w pierwszych fabrykach.

chesterton

G. K. Chesterton, jeden z twórców dystrybucjonizmu.

 

Program kończy się dwoma ciekawymi zagadnieniami: samorządami gospodarczymi oraz kwestią rzemiosła. Zajmijmy się tym pierwszym. Mają one odpowiadać strukturze organizacyjnej państwa oraz być „istotnym elementem, struktury, organizacji i polityki gospodarczej państwa.”. Mamy tu więc do czynienia z pewnym urzędniczym organem nadzorczym. Do owych izb gospodarczych mają obligatoryjnie należeć wszystkie podmioty gospodarcze, niezależnie od formy prawnej. Na pewno zmaleje przez to obecność zagranicznych, dużych przedsiębiorstw, jednakże wpłynie to negatywnie także na rodzimych większych graczy. Wobec różnych regulacji nie będą miały wyjścia średnie przedsiębiorstwa, jednakże małe, w razie jakiejkolwiek niekorzystnej dla nich zmiany w polityce izb będą musiały stanąć w obliczu spadku dochodów, a nawet bankructwa, bądź przejścia na czarny rynek. Biorąc pod uwagę doświadczenia z regulacjami (np. tymi niedawnymi w USA) to co do zasady tworzą one znaczny czarny rynek. Jednakże poza tym, że izby mają pełnić istotną rolę w polityce gospodarczej nie dowiadujemy się tu wiele więcej, a szkoda, ponieważ cały obraz tego organu jest dość niejasny. Co do rzemiosła: autor postuluje wsparcie organizacyjno-prawne mające umożliwić rywalizację z innymi podmiotami w warunkach gospodarki rynkowej. Nie dowiadujemy się jednak jak takie wsparcie ma wyglądać. Kolejnym postulatem jest powołanie szkół rzemieślniczych – o tym jednakże też zostaje niewiele powiedziane, prawdopodobnie mają to być szkoły państwowe, co nie wpłynie pozytywnie na postęp technologiczny.

Podsumowanie.

Mimo, że deklarowaną podstawą jest tu społeczne nauczanie Kościoła, to autor wyjątkowo dużo uwagi poświęca państwowej działalności gospodarczej. Leon XIII jasno mówi o tym, że człowiek był o wiele wcześniej niż jakiekolwiek państwo, a dominującą rolę powinna mieć własność prywatna. Tutaj mamy natomiast do czynienia z interwencjonizmem na wielką skalę. Państwowa dobroczynność (wielokrotnie skompromitowana na przestrzeni wieków), upaństwowienie wielu sektorów gospodarki i znacząca regulacja innych, czy chociażby przymusowa obecność w strukturach izb gospodarczych. Szczególnie pierwsze i ostatnie zdaje się konfliktować zarówno z „Rerum Novarum” jak i „Quadragesimo anno” Piusa XI. W pierwszej encyklice widnieje wielka pochwała dobroczynnych organizacji oraz dobrowolnych stowarzyszeń – nie ma tu natomiast nigdzie wspomnianej jakiejkolwiek roli państwa poza nieingerowaniem w wewnętrzne struktury i działanie tych związków. W drugiej encyklice jest natomiast otwarcie wspomniane, że niektóre rządy zdają się wprowadzać nauki Leona XIII, jednakże robią to błędnie i niezgodnie z naukami papieża. Mimo wielu ciekawych spostrzeżeń (wytknięcie błędów przemian gospodarczych okresu transformacji ustrojowej, czy wspomnienie przykładu polskiej firmy Optimus zniszczonej przez państwo) program ten posiada sporo niedopowiedzeń oraz niepokojących, interwencjonistycznych postulatów. Liczę, że tekst ten wywoła polemikę i dyskusję na temat stosowania w życiu teorii ekonomicznych oraz tego, które z owych teorii są przydatne i metodologicznie poprawne. Gospodarka jest ważna dla kraju, a państwo zawsze w jakimś stopniu na nią wpływa. Pozostaje pytanie w jakim stopniu ma wpływać (i czy powinno w ogóle) oraz w jakim zakresie. Pytanie to jest szczególnie ważne gdy mówimy o ustroju monarchicznym, który (by nie przekształcić się w tyranie) ma mieć na uwadze przede wszystkim dobro poddanych.

Najnowsze komentarze

  • Trudno pozostawić bez odpowiedzi tak szeroką analizę propozycji gospodarczych zawartych w „Programie dla monarchii”. Wymaga to czasu. I ze zrozumiałych względów przyjdzie to czas po wyborach samorządowych.

    Jan L. Skowera

  • W końcu jakaś konstruktywna krytyka.
    Popieram w całej rozciągłości Pana artykuł , rozumiem dobre intencje Pana Jana L. Skowery ale zarządzanie gospodarką nie może być w gestii jednego człowieka (człowiek jest omylny) obarczanie przyszłego monarchy takimi obowiązkami mogło by doprowadzić do sytuacji w której nie mógł by właściwie sprawować władzy.
    Kwestie gospodarcze powinny zostać w rękach rządu , skoro ma być Monarchia Konstytucyjną.
    Według mojego skromnego zdania większość propozycji : Programu dla monarchii wymaga głębokiej analizy i dyskusji .

      • „Kwestie gospodarcze powinny zostać w rękach rządu” – chodziło mi bardziej o rolę Monarchy który nie powinien ingerować w sprawy gospodarki bo mogło by to doprowadzić do jego upadku w wyniku załamania rynku.
        Ktoś kiedyś powiedział , że rynek kieruje się własnymi prawami 😉
        Z drugiej strony ktoś musi nad rynkiem panować , otwierać drogę do rynków zbytu poza granicami kraju ale monarcha ma od tego ludzi bo inaczej z pomazańca bożego stanie się zwykłym politykiem.

  • „Monarcha ma być bierna” – De Maistre i de Bonald razem w równym tępię przewrócili się właśnie w grobie. Cała ich koncepcja „kata” rozbiła się o całkowicie przegrała z tak bardzo zwalczanym przez nich liberalizmem, która jak na ironię jest sprzeczny z konserwatyzmem i monarchizmem bazującym na przeciwstawnej filozofii człowieka i jego miejsca w świecie (to jest główny powód, dla którego podział na liberalizm obyczajowy i ekonomiczny jest sztuczny, a tak naprawdę niemożliwy). Ja to rozumiem w ten sposób, iż obecnie na zachodzie Europy – zdaniem autora – mamy monarchię idealne tj. ich funkcja polega na machaniu do ludu i dostarczaniu materiału plotkarskim magazynom. No cóż, jeszcze kilka lat temu zapewne bym to popierał, gdyż wolałem monarchię w takim wydaniu niż żadną. Jednak kiedy czytam o królowej, która publicznie chwali się, iż zabiła swoje dziecko będące w jej łonie (rozumiem, że tutaj państwo też nie ma prawa się wtrącać) to szczerze za taką monarchię dziękuje.
    Następnie po raz kolejny mamy przypadek w którym Katolicka Nauka Społeczna zaczyna być zawłaszcza albo przez liberała albo socjalistę. Ludzie czy Wy macie jakieś inne teksty papieskich encyklik, czy po prostu nie rozumiecie tego co jest tam napisane? Przecież Wasze ideologię otwartym tekstem zostały potępione zarówno w „Rerum Novarum” jak i „Quadragesimo Anno” , a ich poszczególne fundamentem zakwalifikowane jako bezbożne i szkodliwe społeczne. Jakim więc cudem doszukujecie się tam poparcia dla swoich tez? Zupełnie tak jakby wziąć „Manifest Komunistyczny” powyciągać poszczególne fragmenty z kontekstu i wmawiać ciemnemu ludowi, że to jedno wielkie poparcie dla libertarianizmu. Może ktoś kto nigdy tego nie czytał łyknie te brednie jak pelikan, ale nie osoba, która dokładnie to przestudiowała i zrozumiała o co tam chodzi. Klasyczny przykład przerabiania rzeczywistości pod własne widzimisię, po czym najwidoczniej kłamca sam we własne kłamstwo zaczyna wierzyć.
    Dalej. Powołując się na tomizm i KNS zakładam, iż autor te obie dziedziny zna bardzo dobrze, dlatego nie sposób było pominąć tak istotnego zagadnienia jakim jest dobro wspólne (które dla każdego konserwatysty powinno stanowić podstawę myśli o ustroju gospodarczym). Tak, tak, wspólne czyli takie, które w liberalizmie nie ma racji bytu, bo powodem „zniewolenia” jednostki ma być ta wspólnota, bez której nigdy by ona nie zaistniała. Stąd właśnie przypisanie pewnych sektorom gospodarki łatki „strategiczny” czy „społeczna rola”. Ciekawe czy autor nie skorzystał nigdy z dróg w swoich własnym mieście. Zapewne potrafi wystrzelić się w kosmos i na prawach bumerangu, wrócić do swojego miejsca pracy czy ulubionej knajpy. Właśnie dlatego budowa czy modernizacja ulic i ulic (jak to mawiał niedoszły prezydent Białegostoku) ma być zadaniem państwa, bowiem korzystają z nich wszyscy i naprawdę nie w tym żadnej niesprawiedliwości, że przeciętny Kowalski czasami płaci za to w formie podatku. Tak samo wydobycie surowców będących dobrem narodowym, które przed zagraniczną korporacją należy chronić, a nie oddawać w imię cięcia państwowych wydatków. Dobrym przykładem na potwierdzenie są Chile za czasów gen. Pinocheta, gdzie wyjście z poważnych kryzysów gospodarczych nie zawdzięcza się wolnościowym dogmatom serwowanym na bieżąco przez „Chicago Boys” tylko pozostawieniu przemysłu miedziowego w rękach państwa, a konieczność dalszego utrzymywania go jakoś nie okazało się tak bardzo nierentowne, natomiast same zakłady przemysłowe musiały funkcjonować prawidłowo skoro były w stanie podnieść cały kraj na nogi.
    Nie chcę nikogo hejtować, gdyż nie jest to moim celem, jednak mam taką dobrą radę aby bliżej rozważyć swoje członkostwo w partii zwanej Kongres Nowej Prawicy. Moim zdaniem autor świetnie tam pasuje, przecież są postulaty o wprowadzenie monarchii tej całkowicie biernej, bardziej wielomskiej niż legitymistycznej, jest skrajny ekonomocentryzm, wszystko sprowadza się do gospodarki, no i przede wszystkim konserwatyzm coraz bardziej traci na rzecz liberalizmu. Od samego początku otwarcie mówi się o legalności prostytucji i narkotyków (a rzekomo liberalizmu obyczajowego nie ma tam ani krzty), a po większym upowszechnieniu myśli libertariańskiej przyjdzie również czas na „decydowanie o swoich ciele”, a także koniec państwowego „dyktatu” co do kształtu i składu ilościowego instytucji małżeństwa. Pozdrawiam

      • Nie zarzuciłem ad personam poparcia ani dla aborcji ani ukoronowanych demokracji. Po prostu podzieliłem się swoim skojarzeniem, które nasunęło mi się po przyjęciu do wiadomości stwierdzenia, iż monarcha ma być biernych (czego mocno wystrzegali się chociażby francuscy tradsi) i przynajmniej w moim odczuciu wyraziłem się dość jasno.
        Przejdźmy dalej. Może Pan używać przeróżnego nazewnictwa (vide: dobrowolna wymiana międzyludzka, przemoc w celu redystrybucji dochodów), jednak wystarczy przedstawić swoje pomysły i postulaty (choć nie zawsze, bo chociaż ja nie przedstawiłem swojej wizji gospodarki, a już zostałem zakwalifikowany jako etatysta) ii już na tej podstawie dosyć łatwo rozpoznać co to za ideologia, co to za filozofia. To co Pan zaprezentował w niniejszym artykule to czysty gospodarczy liberalizm, który jest nie do zaakceptowania z punktu widzenia ww. encyklik. Co więcej jestem w szoku, iż Leon XIII nie został jeszcze okrzyknięty naczelnym etatystą Kościoła. Bo jak inaczej nazwać uświęcanie własności prywatnej i jednocześnie dopuszczanie wywłaszczenie, (vide: „słuszne posiadanie” i „słuszne użytkowanie”). Pomijam już takie fragmenty Rerum Novarum jak: „państwo powinno czuwać nad wysokością słusznie należącej się zapłaty, aby ta zapłata nie była tak niską, iżby nie wystarczała na utrzyma­nie.”. Interwencjonizm jak się patrzy:D Oczywiście warto dodać, że były próby dostosowania liberalnej myśli gospodarczej do KNS, którego efektem jest ordoliberalizm. Ten traktujący naukę papieży poważnie w funkcjach państwa widział trochę więcej niż „nocny stróż” i jak przypuszczam to .min. on zaliczany jest do tego nieprawdziwego kapitalizm (w domyśle etatyzm) o którym mowa w artykule.
        Jasne, że są drogi prywatne i jeżeli ktoś ma fundusze i chęć żeby z nich skorzystać to ja nie widzę przeszkód (tyle, że jednocześnie musi się liczyć z faktem, że mogą tam nie obowiązywać wspólne dla wszystkich przepisy ruchu drogowego, więc jak to w liberalizmie o swoje bezpieczeństwo musi zadbać sam) jednak fakt ich istnienie i ranga dochodowego biznesu, nie jest żadnym powodem by zwalniać państwo z tej dziedziny i za każdym razem płacić za swoje wyjście z domu. Niesprawiedliwość jest wtedy, kiedy zabieramy komuś pieniądze i płacimy za coś z czego on nie korzysta jak np. państwowa służby zdrowia, gdyż wiele ludzi preferuje leczenie prywatne, no ale z ulic, chodników korzysta po prostu każdy. No chyba, że mówimy o sytuacjach ekstremalnych i ktoś jest schorowany i uziemiony w domu, ale wtedy z reguły nie pracuje i danin publicznych nie płaci. Przy okazji nasunęło mi się pytanie, czy po upowszechnieniu tego rozwiązania biznes ten będzie w ogóle rentowny, bo ściganie każdego jednego człowieka z osoba i wymuszenie od niego zapłaty za użytkowanie drogi, może przeciętnego prywaciarza trochę kosztować. Jedyny plus to nowe miejsca pracy i nowy zawód:)
        Wydobycie surowców nie musi od razu paść łupem zagranicznych korporacji, pod warunkiem, iż ewentualność ta w ogóle wzięta pod uwagę, jej wady w ogóle dostrzeżone, a każdy kto zwróci uwagę na taką oczywistość, że kapitał ma narodowość nie będzie od razu kwalifikowany jako czerwony socjalista i wróg źle pojmowanej wolności. Jednak jak już wspominałem, państwowe wydobycie miedzi uratowało Chile przed poważnymi kryzysami gospodarczymi, co pokazuje, że jeśli państwo ma swoje priorytety i poważnie podchodzi do takich kwestii jak wydobyciu surowców, to nierentowność ani złe zarządzanie takiemu przedsiębiorstwu nie grozi. Nie widzę sensownych argumentów przeciwko temu, ani w pracach von Misesa ani nigdzie indziej.
        Na koniec dochodzę do wniosku, że niewiele Pan z mojej krytyki zrozumiał i zamiast np. przeczytać ją po raz kolejny na spokojnie, woli Pan pozować na ofiarę i niczym dziecko prześladowane w szkole, skarżyć się, że on mnie krytykuje i „przypina łatki” dla samej krytyki i „przypinania łatek”, nie mając ku temu żadnego powodu. Tak w dużym telegraficznym skrócie, powołując się na Katolicką Naukę Społeczną postuluje Pan coś, co zostało przez nią jawnie potępione i mało tego, krytykuje Pan człowieka proponującego trzecią drogą, tak bardzo poszukiwaną przez KNS. Abstrahując już od tego, zwracam uwagę na takie oczywistość, iż nie można w tym samym czasie głosić równouprawnienia płci i twierdzić, że jest się zwolennikiem patriarchalizmu. Walcząc o kapitalizm wolnorynkowy siłą rzeczy walczysz o indywidualizm i liberalną antropologię (nawet uporczywie trzymając się twierdzenia, iż chodzi tylko o liberalizm gospodarczy to prędzej czy później na prawach logiki przełoży to się na obyczajowość) a tego z konserwatyzmem i monarchizmem pogodzić się po prostu nie da. No chyba, że wszystko wygląda jak u młodych kuców, gdzie monarcha ma być po prostu władzą, którą łatwiej oddzielić od gospodarczych spraw, na których wkurzony motłoch nie ma takiego wpływu jak w demokracji.
        P.S.
        W czasach kiedy Kościół nie odgrywa już żadnej roli, a w „chrześcijańskiej” Europie dosyć łatwo spotkać ludzi, którzy nawet nie wiedzą o jego istnieniu, potrzebna jest państwowa ochrona małżeństwa. Służy to nie tylko należnemu państwowemu uprzywilejowaniu, ale przede wszystkim utrzymaniu w świadomości społecznej właściwego modelu rodziny (ja wiem, że fundamentem liberalizmu jest powszechny relatywizm, gdzie każdy ma swoją prawdę, tyle, że to jest jego największa wada). Działa to podobnie jak zakazy mające charakter prewencyjny i wychowawcy jak chociażby zakaz przekraczania dozwolonej prędkości, zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych czy zakaz posiadania narkotyków. Dopuszczanie do małżeństwa homosiów (mimo że mieli dostęp do postępowych związków partnerskich) służyło jego przedefiniowaniu, wedle „świętej” zasady równych praw. Po nich przyjdzie czas na zwolenników poliamorii, bo niby dlaczego małżonków może być tylko dwóch? Efekt będzie taki, że instytucje małżeństwa spotka anarchizm, będzie drogą do przydatnych przywilejów bez żadnego społecznego znaczenia. Po prostu kolejna umowa cywilno-prawna z tym, że dająca nieco więcej korzyści. Oczywiście fajnie by były, gdyby wróciły czasy kiedy Kościół miał silną pozycje i regulował kwestię małżeńskie, jednak wzrost jego znaczenia w życiu społecznym dla liberalizmu byłby gwoździem do trumny, a tego chyba nie każdy z nas sobie życzy. Pozdrawiam i przepraszam za elaborat.

          • Można bez końca dysktować i dowolnie interpretować różne stwierdzenia zawarte w programie dla monarchii autorstwa Pana Skowery, i tak drepczemy w koło, z powodu nie trafnego sformułowania np. „trzecia droga” czy paru innych drobiazgów, to tak jak gdyby historia Polski zaczęła się po 1945 roku od komunizmu do dnia dzisiejszego można doliczyć się tej „trzeciej drogi„
            Nic bardziej błędnego.
            Nie ma i nie będzie systemu . Bez szukania dziury w całym –
            Monarchia jest najstarszy wiekowo systemem funkcjonującym nie tylko w Polsce bez względu na zawirowania polityczne, bezspornie dała nam tożsamość narodową.
            Jak na razie nie wymyślono nic lepszego.
            Nie ma potrzeby wywarzania otwartych drzwi, Monarchiści dążą do powrotu na drogę Nie trzecią Nie entą, ale pierwszą historycznie sprawdzoną drogę a ewolucja systemu będzie najbardziej właściwym rozwiązaniem.

            Komunizm dokonał dzieła zniszczenie takich wartości jak, honor, obowiązek czy lojalność.

            Dzisiaj politycy prześcigają się w słownych gierkach grając na naiwności i głupocie wyborców
            i to jest zasadniczy problem.

zostaw komentarz