Monarchia w Libii

Flag_of_Libya.svg

Monarchiczna flaga Libii, przywrócona po obaleniu Kadafiego.

Grudzień 1951 roku, Libia. Na gruzach porządku sprzed drugiej wojny światowej wyrasta nowy, w oparciu o zwycięskich Aliantów. O tym, że Libia była włoską kolonią świadczy już tylko stosunkowo nieliczna włoska ludność. Niektórzy mieszkańcy Libii już w czasie wojny chcąc nie chcąc wspierali Anglików i Amerykanów w ich zmaganiach z państwami Osi. Jednym z nich, zdecydowanie najważniejszym był Sayyid Idris, samozwańczy emir Cyrenajki. Jego wysiłki nie zostały mu zapomniane. Po tym jak 24 grudnia ONZ uznała niepodległość Libii to właśnie on został głową młodego państwa i rozpoczął swe rządy jako Idris I. Pierwszy – i jak do tej pory jedyny – król Libii.

Państwo, które wyrosło pod skrzydłami USA oraz Zjednoczonego Królestwa było konstytucyjną monarchią oraz federacją 3 prowincji: Cyrenajki, Fezzanu oraz Trypolitanii. Podzielone plemiona razem zasiadały w Izbie Reprezentantów by decydować o losach państwa pod czujnym okiem króla oraz senatorów, którzy częściowo byli mianowani przez monarchę. Wpływ Zachodu nie kończył się jedynie na systemie politycznym ustanowionym w Libii. U zarania Zimnej Wojny Stany Zjednoczone chciały mieć zabezpieczoną strategiczną pozycję w Afryce – zarówno oni jak i Brytyjczycy mieli w Libii bazy wojskowe, w tym jedną dość sporą bazę lotniczą. Najlepszym dowodem na to, że świeżo wyniesiony na tron król stał murem za Zachodem jest to, że przyjął rozpowszechnioną w tym czasie jako narzędzie wpływu tzw. „pomoc gospodarczą”. Ze Związkiem Sowieckim utrzymywano co prawda stosunki, lecz jego „pomoc” zdecydowanie odrzucono. Libijczycy działali jednak także sami. Starano się z różnym skutkiem wykorzystywać zagraniczne subsydia, powstał pierwszy uniwersytet. Państwo dołączyło także do konserwatywnej Ligi Państw Arabskich, choć trzeba przyznać, że w jej przyszłych działaniach nie spełniło wielkiej roli. Kraj powoli się rozwijał, lecz w dalszym ciągu był biedny, a także zupełnie uzależniony od sił zewnętrznych.

Czarne złoto

Jednakże dzięki otwarciu na wpływy tych sił sytuacja ta uległa zmianie. W 1959 roku firma Esso (która potem weszła wraz z innymi jej podobnymi firmami w skład większej Exxon) odkryła w Libii złoża ropy – bardzo obfite, z surowcem wysokiej jakości. Czynniki te w połączeniu z dobrą lokacją (bliskość i łatwość transportu do Europy) wpłynęły na to, że gospodarka kraju wystrzeliła. Firmy spływały z całego świata, a z płaconych przez nie podatków (niekiedy wysokich bo sięgających, np. w przypadku ropy 50%) finansowane były projekty państwowe, o których wcześniej rządowi się nawet nie śniło. Ogromne pieniądze wyssane z firm sfinansowały np. rządowy plan pięcioletni.

Jednakże ropa i, nie ukrywajmy, nieprzynoszące zbyt wiele dobrego inwestycje rządowe nie naprawiły wszystkich problemów kraju. Jednym z największych było tutaj… państwo. Mieszkańcy federalnej Libii mieli dość wielu rzeczy – szczególnie tego, że system był niewydolny. Ciągłe dysputy o kompetencjach między rządem federalnym, a stanowymi kaleczyły funkcjonowanie państwa. Już na samym początku jego istnienia władza sięgnęła po rozwiązania dość radykalne: po pierwszych wyborach zniesiono partie polityczne oraz zaczęto zwalczać postawy antyfederacyjne. Jednakże niewiele to pomogło. Niewydajność ówczesnego ustroju skłoniła do reformy. W 1963 wprowadzono ustrój unitarny, lecz mimo  to (kto wie, czy dzięki temu nie jeszcze bardziej) rozrośnięta biurokracja i korupcja dalej kwitły.

IdrisI3

Król Idris I

 

Nacjonalizmy i przewrót

Kolejnym problemem była postawa polityczna rządu wobec zmieniających się nastrojów mieszkańców Libii. Od samego początku istnienia monarchii próbowano budować nową formę nacjonalizmu opartego na wierności wobec monarchy. Plan ten przegrał z innym społecznym trendem przewalającym się przez ówczesne państwa Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki – arabskim nacjonalizmem. Jego sztandarowym przykładem jest Egipt prezydenta Nasera. Był on prostszy do przyjęcia, podczas gdy nowy nacjonalizm libijski musiał pokonywać wiele przeszkód. Największą z nich był regionalizm i niejednolitość etniczna – wystarczy wspomnieć, że sam Idris I czuł się przede wszystkim Cyrenejczykiem. Przy bardziej uniwersalnym nacjonalizmie arabskim nie było tego problemu. Wzrost jego popularności zaważył z kolei na istocie kolejnego problemu – rząd był prozachodni. Coraz większej części ludności się to nie podobało. Najlepiej widoczne było to podczas antyrządowych demonstracji podczas wojny z Izraelem w 1967 roku.

Wszystko powyższe w połączeniu z silną zagraniczną obecnością stało się mieszanką wybuchową i ostatecznie doprowadziło do przewrotu wojskowego przeprowadzonego przez Muamara Kadafiego. Idąca za nim przemiana kraju pociągnęła za sobą odrzucenie Zachodu i zbliżenie się ze Związkiem Radzieckim, nacjonalizację przemysłu naftowego oraz inne socjalistyczne reformy. Wszystko to było wprowadzane w oparciu o tzw. „Zieloną Książeczkę” autorstwa Kadafiego, będącą libijską wersją „Czerwonej Książeczki” Mao Zedonga. Wraz z radykalną zmianą kierunku polityki i sposobu rządzenia przyszły represje polityczne – wielu Libijczyków, w tym oczywiście krewni króla i dziedzic tronu, musiało uciekać ze swojego kraju. Prześladowano nie tylko zwolenników monarchii, czy Zachodu, ale także islamistów. Terror Kadafiego nie ograniczał się jedynie do obszaru pod jurysdykcją jego państwa. Zlecano wiele morderstw także zagranicą – przez jedno z takich morderstw zerwane zostały stosunki z Wielką Brytanią. Ponadto – co w muzułmańskim świecie wydawało się niedopuszczalne – zezwolono na wykonywanie zabójstw nawet na ofiarach odbywających pielgrzymkę do Mekki!

(Nie)porządek po rewolucji

Aktualnie nie ma już Kadafiego, zamiast niego rządzi parlament – Powszechny Kongres Narodowy, którego przewodniczący jest jednocześnie głową państwa. Jednakże daleko jest do spokoju, który miał nadejść po obaleniu Kadafiego. Poszczególne partie polityczne mają coraz mniejsze poparcie, spada popularność samych wyborów, a państwo jako takie jest okropnie nieskuteczne w swych działaniach. W kraju panuje chaos, na porządku dziennym są porwania, bandytyzm oraz starcia zbrojnych organizacji. Szczególnie to ostatnie stawia Libię na skraju nowej wojny domowej. Da się wyszczególnić dwie główne, wzajemnie się zwalczające frakcje. Jednej z nich przewodzi Khalifa Hiftar, generał-renegat, jeden z oficerów trenowanych w Czadzie przez służby USA do walki z Kadafim, otwarcie stawiający sobie za cel rozwiązanie Powszechnego Kongresu Narodowego. Dlaczego zwolennicy generała chcą tego dokonać? Uważają, za swoim przywódcą, że parlament wspiera islamistów i pozwala kwitnąć w kraju organizacjom terrorystycznym. Warto wspomnieć, że wojsko państwa libijskiego jest po ich stronie. Drugą są siły wspierające Kongres. Składają się one przede wszystkim z różnych milicji pozostałych po rewolucji oraz z islamistycznego Ansar al-Sharia, o którym jeszcze będzie mowa. Taka sytuacja i fakt, że ludzie mają coraz bardziej dość walki nasila dyskusję o ustroju i tym jak powinno wyglądać państwo. Dyskusja taka trwa we wszystkich państwach, które przeszły przez arabską wiosnę ludów.
Mimo tego, że wciąż silny jest nacjonalizm arabski i chęć utrzymania unitarnego, scentralizowanego państwa wielu ludzi głośno mówi, że system ten trzeba porzucić. Należy wrócić do tego co było kiedyś – federalizmu. Takie rozumowanie ma największe poparcie na wschodzie, w Cyrenajce, zwanej po arabsku Barqa. Jej mieszkańcy czują się szczególnie poszkodowani, uważają, że nie są i nie będą dostatecznie reprezentowani w państwie unitarnym. Wielu podnosi sprawiedliwość systemu federalnego, który traktuje wszystkie prowincje tak samo, dając jednocześnie dużą autonomię. Mimo tego, że tworzą się federalistyczne milicje, a Cyrenajka historycznie była przez większość swego istnienia niepodległym emiratem nie ma głosów wołających o oddzielenie się od Libii. Zamiast separatyzmu mamy jedynie wołania o autonomię.

Kolejną kwestią, która wpłynie na kształt państwa libijskiego jest implementacja prawa szariatu. Debata skupia się raczej na tym jakie jego aspekty implementować uciekając raczej od kwestii zasadniczych takich jak forma samego państwa, w którym ma szariat obowiązywać. Jest to zasadnicze, gdyż sam szariat to nie tylko system prawny, ale i konstrukt społeczny i kulturowy, którego implementacja musi pociągnąć za sobą poważne konsekwencje. Kwestia ta nabiera szczególnej wagi gdy spojrzymy na strukturę religijną i etniczną Libii. Poza tym nawet jeśli ktoś jest Arabem i muzułmaninem niekoniecznie przywitałby z uśmiechem w pełni implementowany oraz narzucony przymusem przez państwo szariat. Wystarczy wspomnieć o armii Khalifa Hiftara. Niektórzy, szczególnie ci bardziej wykształceniu, zadając sobie pytanie o implementację szariatu spoglądają wstecz na państwa wieku XVIII i XIX, a nawet na słynną Kartę Medyńską ustanowioną przez Mahometa, która swego czasu była wzorcem dla państw muzułmańskich. Jeśli spojrzymy dziś na Kartę, szczególnie z europejskiego punktu widzenia wyda nam się ona tolerancyjna i atrakcyjna jako koncept do wdrożenia w życie. Jednakże większość Libijczyków ma odmienne zdanie, a wielu skłania się ku o wiele bardziej niepokojącym rozwiązaniom.

Wspomniałem wcześniej o organizacji Ansar al-Sharia. Ta niebezpieczna bojówka walcząc po stronie zwolenników, określanego jako islamistyczny, Kongresu Powszechnego odrzuca jednocześnie porządek konstytucyjny. Zamiast niego proponuje kalifat. Szariat implementowany w sposób najbardziej radykalny i bezwzględny. Za tym iść będzie święta wojna przeciw niewiernym. Jeśli dodamy sobie do tego ostatnie sukcesy Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku (ISIS) perspektywy robią się naprawdę niepokojące. ISIS także propaguje kalifat oraz świętą wojnę. Jeśli Ansar al-Sharia odnosić będzie podobne sukcesy Libia jaką znamy odejdzie szybko w zapomnienie.

senussi-426-130167335864638300

Książę Mahomet El Senussi

 

Monarchiści i szansa na monarchię

Pomiędzy tym wszystkim, często będąc jednocześnie federalistami, pojawiają się zwolennicy przywrócenia monarchii. Główną postacią jest tu Mahomet El Senussi, desygnowany następca tronu, kuzyn króla Idrisa I. Podstawowym argumentem podnoszonym przez monarchistów jest legitymizm. Skoro rewolucja wybuchła by obalić Kadafiego i przywrócić prawa tym, którym zostały one odebrane to czemu pomijać przy tym następców króla? Przywrócenie monarchii miałoby być powrotem do tego co prawowite. Często mówi się o tym, że przodkowie nie uznali monarchii konstytucyjnej za dobrą przez przypadek. Podnoszone są nawet kwestie religijne. Poza tym wielu Libijczyków wysuwa argumenty bardzo utylitarne. Nowy król ma przynieść stabilizację zmęczonemu krajowi. Książę koronny Mahomet by osiągnąć taki cel musiałby podjąć inicjatywę i przede wszystkim energicznie działać. Na jego korzyść jest na pewno zmęczenie kraju konfliktem, strach przed wojną domową na pełną skalę oraz znudzenie polityką. Mimo wielu zwalczających się frakcji i dużego poparcia zarówno dla islamistów jak i walczącego z nimi generała Hiftara zdecydowana większość populacji chciałaby zakończenia sporów wyniszczających kraj i grożących życiu zwykłych mieszkańców.

Jeśli książę Mahomet El Senussi podejmie się tego zadania czeka przed nim dużo ciężkiej pracy. Ciężko ocenić, czy czas będzie działał na jego korzyść, ale najprawdopodobniej tak. Odsetek zwolenników monarchii może szybko wzrastać wraz ze zmęczeniem narastającym konfliktem. Zasadniczą kwestią jest tutaj jak potoczy się eskalacja konfliktu między islamistami, a zwolennikami generała Hiftara oraz to, czy książę opowie się po którejś ze stron. Przyszły król nie mógłby lekceważyć ani wojskowych, ani Kongresu Powszechnego. Biorąc pod uwagę znużenie ludności konfliktem mógłby być pomostem między dwoma skrajnościami, który ułatwiłby znalezienie wspólnej drogi i pokojowego rozwiązania konfliktu, przy jednoczesnym zwalczeniu ekstremów. Próbując spełnić życzenia ludności będzie musiał balansować między potężnymi siłami i przypilnować by państwo – czy to unitarne, czy federalne – zaczęło działać prawidłowo.

Obecna sytuacja może otworzyć kilka możliwości, które sprawią, że powrót monarchii konstytucyjnej stanie się realny. Jednakże równie możliwe jest to, że Libia stanie się monarchią zgoła inną – kalifatem – kto wie, czy nie w najjaskrawszej jego formie.

Najnowszy komentarz

zostaw komentarz