Strona głównaOgólnaArtykułyWywiad z Kornelem Morawieckim na X Forum Monarchistycznym

Wywiad z Kornelem Morawieckim na X Forum Monarchistycznym

22548354598_e0cdca78fa_z

Jan Tyszkiewicz: Panie marszałku, na spotkaniu w Zbożennie 1 kwietnia mówił Pan dużo na temat Wielkiej Brytanii, jej odejściu z Unii Europejskiej i niezaproszeniu na obchody sześćdziesięciolecia podpisania Traktatów rzymskich . Chciałem się zapytać, co Pan uważa na temat ruchów secesjonistycznych rozwijających się w Wielkiej Brytanii?

Kornel Morawiecki: Z punktu widzenia historycznego jest to zrozumiała tendencja, ale mnie nie interesują za bardzo ruchy secesjonistyczne, które odbywają się w ramach Unii. Natomiast samo wyjście Wielkiej Brytanii mnie bardzo martwi. Pierwszy raz od powstania Wspólnoty zamiast się powiększać zaczyna się ona zmniejszać, zubażać. Wielki, europejski kraj ma zamiar nas opuścić i to jest szkoda, zarówno dla tego kraju jak i całej Wspólnoty. Polska polityka powinna być prowadzona w ten sposób by zmienić tą decyzję, bo to jest możliwe do zmiany. Nie wiadomo co się jeszcze wydarzy, ale jeśli będziemy postępować tak jak na ostatnim uroczystym sześćdziesięcioleciu, to jest wręcz przeciwwskazane i doprowadzi do jeszcze głębszego rozpadu. I to jest błąd, błąd polityczny zarówno polityki brukselskiej jak i polskiej.

Rozumiem, że Pana zdaniem wyjście Wielkiej Brytanii z Unii mogłoby pociągnąć za sobą wyjście innych krajów?

Uważam, że Unia jest jeszcze za słaba by wpływać na świat i nie może być tak, że ona będzie się dalej dzielić i rozpadać. Europa jest kontynentem, który dał światu niemal wszystko i chciałbym byśmy mogli dalej temu światu dawać. To jest nasza wielka rola. Wszyscy umieramy, ale dopóki żyjemy to musimy wypełniać swoje zadania i się innym przydawać.

W wywiadzie, który można przeczytać w Pańskiej „Gazecie Obywatelskiej” z Pana wypowiedzi wynika, że nie do końca zgadza się Pan z obecną polityką gospodarczą PiSu.

Z punktu widzenia taktycznego, operacyjnego ja się z tym programem mniej więcej zgadzam, ale tam brak pewnego pomysłu, brak pewnego głębszego planu. To wszystko dalej się mieści w ramach tego szeroko pojętego kapitalizmu, czym ja się nie zgadzam, potrzebna jest większa przebudowa.

Więc jak wyglądałby „Plan Morawieckiego”, ale Kornela, a nie Mateusza?

Co bym zmienił? Wprowadziłbym na przykład nową formę pracy, która polega na tym, że się uczymy. Uważam, że takiej formy pracy nam brakuje. Starałbym się rozwinąć nową aktywność zawodową Polaków. Starałbym się także bardziej zrównoważyć budżet poprzez większe zróżnicowanie stawki podatkowej – biedniejszym obniżyć podatki, bo to daje zysk, a bogatszym podwyższyć. Pytanie, które zostało zadane jest bardzo poważne i zasadnicze, ciężko odpowiedzieć w paru słowach.

Ale już po takiej krótkiej wypowiedzi widać, w którą stronę szły by te zmiany.

Szły by one w kierunku solidarnym.

Założył Pan niedawno nową formację „Wolni i Solidarni”. Dlaczego nowa partia, a nie na przykład pójście z PiSem?

Słabością Polski jest podział na dwie strony i ten podział chcemy przełamać. Za tą nową formacją stoi także projekt solidaryzmu, który jest naprawdę innym pomysłem dla Polski, bardziej solidarnym i wymierzonym w przyszłość. Zauważamy tam, że ta obecna pogoń za budową miejsc pracy jest iluzoryczna jeśli nie zmieni się rodzaju tej pracy. Współczesny świat idzie w kierunku robotyzacji, technologizacji, lepszej organizacji i umaszynowienia więc ta praca materialna będzie nam odbierana. Musimy więc wychodzić z obszaru pracy materialnej w obszar pracy coraz bardziej duchowej, intelektualnej. I na tym właśnie polu mamy się różnić, mamy konkurować, produkować dobra o wartości nie polegającej na tym, że będziemy mieli lepsze buty, czy lepsze samochody, ale na tym, że będziemy mieli lepsze myśli i lepsze charaktery.

Wracając do kwestii politycznych: współpraca z jakimi partiami i dlaczego? Kukiz’15, Partia Razem, gdyby dostała się do Sejmu?

Chciałbym współpracować i z Kukizem i z Partią Razem, jeżeli zauważyłaby ona potrzebę odnoszenia się do bardziej ogólnoludzkich wartości, bo na razie lekceważy ona wszystkie składowe religijne i duchowe, co wydaje mi się być błędem. Również z PiSem, bo z nim jestem bliżej niż z innymi partiami. Myślę, że w przyszłości bylibyśmy w stanie rządzić wspólnie, gdybyśmy otrzymali poparcie umożliwiające wejście do Sejmu i to opłaciłoby się Polsce jako całości, zyskałaby na stabilności, bo sytuacja jest obecnie bardzo chwiejna. Wisi ona na włosku opinii publicznej, na włosku większości parlamentarnej, na włosku nastrojów społecznych. Układ opozycyjny chciałby rozhuśtać tak Warszawę, żeby wezwać tysiące ludzi pod Sejm i zmienić władzę ulicą.

Solidaryzm stawia Pan jako podstawę programu i poglądów…

Jako nowy ustrój.

Więc jak coś takiego miałoby być wprowadzone, jak Polacy mieliby być do niego zachęceni, czy może w jakiś sposób przymuszeni?

Ja uważam, że podstawą tego wszystkiego, tej koncepcji, jest demokracja. Ludzie powinni być przekonani – chodzi o to, byśmy się nawzajem przekonali- że ta wspólna działalność i wspólne dbanie o siebie jest bardziej opłacalne, niż dbanie o siebie samego, że dobro wspólne ma być nadrzędne nad dobrem indywidualnym.

Tylko w tym momencie jak przekonać? Drogą pracy oddolnej, czy może ustawowej?

W trakcie wprowadzania takiego ustroju będziemy się wzajemnie przekonywać, bo będzie się nam lepiej żyło, będą większe możliwości, będziemy bardziej ciekawi dla świata i dla siebie nawzajem. Wchodząc w nową metodę możemy przekroczyć pewien poziom rozwoju materialnego. Nie wtedy mieliśmy dość żywności kiedy uprawialiśmy ziemię, lecz gdy zaczęliśmy budować maszyny i fabryki. Tak samo teraz – nie będziemy mieli dosyć rzeczy gdy będziemy dalej te rzeczy produkować, tylko gdy przejdziemy na działalność intelektualną.

Innymi słowy do solidaryzmu przekonamy się już po rozpoczęciu reform?

To jest pewien proces. Solidaryzm to też pewne hasło, nie jest tak, że one jest dopracowane i że wiemy czego chcemy, ale uważam, że każdy układ, który się rozwija ma prawo do pewnych błędów, do prób, do eksperymentów. Ten układ, który teraz tutaj jest, układ kapitalistyczny, wprowadza za duże nierówności, za duże podziały ekonomiczne. Daje też niektórym segmentom społecznym za duże pieniądze, za dużą władzę, władzę ponaddemokratyczną, ponadmedialną, kształtuje świat nauki i to jest ślepa uliczka rozwojowa.

Czyli na przykład to, co pisał Piketty w swoich publikacjach…

Tak, to co on pisał wydaje się sensowne.

Więc to, powiedzmy, rozwinięcie myśli keynesowskiej mogłoby by być odpowiedzią?

Keynesowi, Rooseveltowi i Hitlerowi stosunkowo łatwo, chociaż nie zupełnie, udało się przełamać tamten kryzys przez takie proste zastosowanie robót publicznych, czyli uruchomienie siły roboczej. Absolutnie ten kryzys, który mamy obecnie jest dużo bardziej złożony, tu żadne uruchomienie siły roboczej tego kryzysu nam nie rozwiąże. Tu właśnie raczej przejście na nowy rodzaj działalności może pomóc. My jesteśmy społeczeństwem, które musi zmienić stosunek do pracy. Pracą nie ma być tylko to, co produkujemy, dobra materialne, czy nawet żywność. Jesteśmy już na takim etapie rozwoju, że to mamy za sobą. Obecnie domy będą się drukować same na drukarkach 3D, murarze już nam są niepotrzebni, a autostrady robią się Caterpillarami, tak bym powiedział. To jest zupełnie inna rzeczywistość. Hitler budował jeszcze autostrady przy użyciu łopat, czy to zachętą, czy to przymusem, czy zapłatą. Ja bym chciał by solidaryzm był też skierowany w przyszłość. Żeby to było nie tylko trzymanie się tego nakazu miłości bliźniego, bo to jest ten kierunek, ale również by trzymał się tego rozwoju, który przed nami stoi. Chciałbym by ten świat, świat pana i moich dzieci i wnuków był bardziej solidarny. Uważam, że taki świat jesteśmy zobowiązani zostawić.

Zdjęcie: flickr.com

Brak komentarzy

zostaw komentarz