Strona głównaPublikacjeMonarchia czy republika? Prof. Juliusz Makarewicz – senator II RP

Monarchia czy republika? Prof. Juliusz Makarewicz – senator II RP

Makarewicz

Juliusz Makarewicz

Senator II RP

Monarchia czy republika?

     Poruszaną jest w pewnych kołach, w Polsce dość nielicznych, w Niemczech o wiele liczniejszych, sprawa wprowadzenia monarchicznej formy rządów.

     Nasuwa się przede wszystkim pytanie, czy poruszenie kwestii tej nie jest w ogóle anachronizmem, a to ze względu, że żyjemy w republice a ludzkość zazwyczaj przechodzi od formy rządów monarchicznej do republikańskiej, a nie odwrotnie. Uważa się powszechnie formę republikańską, dopuszczającą w stopniu niezwykle wydatnym ogół obywateli do wpływu na ustawodawstwo i do wpływu do kształtowania władzy wykonawczej w państwie, za formę rządów bardziej postępową odpowiadającą wyższemu poziomowi kultury obywatelskiej, uważa się republikę za postać współżycia wyższą do której dochodzi się dopiero na drodze powolnego, długiego rozwoju. Zdawałoby się, że ludzkość stanąwszy na tym wyższym poziomie nie powraca więcej do poziomu niższego. Historia jednak wykazuje, że dzieje się czasami inaczej. Najklasyczniejszym przykładem procesu odwrotnego są dzieje starego państwa rzymskiego, które po krótkiej epoce królów przechodzi do bardzo długiej epoki republikańskiej, na to, by powrócić do formy monarchicznej o typie skrajnym. A Francja? Francja po wielkiej rewolucji niedługo cieszyła się postacią republikańską rządów, z entuzjazmem witała imperatorską władzę Napoleona Bonapartego, potem restaurację Burbonów, a po krótkiej przerwie witała znowu drugie cesarstwo bonapartystyczne, a wreszcie mimo powrotu do republiki od roku 1871 ma zdecydowaną, aczkolwiek niezbyt wpływową, partię monarchistyczną. Gdybyśmy nawet przyjęli jako zasadę, że w pochodzie dziejowym republika jest postacią późniejszą, a monarchia wcześniejszą, to mimo to przyznać należy, że zasada ta dopuszcza wyjątki.

     W tych warunkach nie można uznać ruchu monarchistycznego za objaw umysłowej patologii pozbawiony znaczenia i bez żadnego prawdopodobieństwa urzeczywistnienia ideałów.

     Społeczeństwo ma tę formę rządów, na jaką zasługuje, jaka odpowiada jego potrzebom, tradycjom, upodobaniom. We wielu przypadkach nie można powiedzieć, by rozstrzygała wyrozumowana wola, by monarchia istniała jako kategoria konieczna ze względu na świadome potrzeb społecznych nastroje. Przeciwnie zdarza się, że społeczeństwo skrajnie demokratycznie usposobione w rozumieniu umiłowania swobód obywatelskich, podtrzymuje monarchię z pietyzmu, czy konserwatyzmu. Typowym społeczeństwem tego rodzaju jest społeczeństwo angielskie, które ma stare tradycje parlamentaryzmu, stare tradycje dopuszczenia czynnika ludowego do ustawodawstwa i sądownictwa, ma wielkie umiłowanie wolności, ogromne poszanowanie swobód obywatelskich, posiada od dawna ochronę prawa domowego, a jednak utrzymuje formę rządów monarchiczną. Utrzymuje ją jako stary czcigodny zwyczaj, tak jak utrzymuje przepisy prawne pochodzące z XIII w., lub stary ceremoniał w sądownictwie. Jest w tym może pewien brak harmonii, co znów jest rzeczą w stylu czysto angielskim, wszak niedawno jeden angielski mąż stanu z całym spokojem stwierdził, że wielkość Anglii opiera się na braku konsekwencji w życiu politycznym. Nie formuła, wytworzona racjonalistycznie, rozstrzyga w Anglii, nie rosyjska pryncypialność, a pewien instynkt państwowy, który wytwarza cały szereg instytucji ze sobą nie powiązanych, który w pociągnięciach polityki wewnętrznej i zewnętrznej kieruje się oportunizmem i potrzebą chwili.

     W tych warunkach problem postawiony w postaci alternatywy: monarchia czy republika, względnie autokracja czy demokracja, nie przedstawia się tak prosto, jakby się zdawało, gdyż można sprawę rozważyć w rozmaity sposób. Można rozstrzygać problem przede wszystkim zupełnie racjonalistycznie w oderwaniu od jakichkolwiek stosunków społecznych. Po drugie można rozstrzygać go z uwzględnieniem stosunków istniejących w danym państwie, czy społeczeństwie, przy czym znowu rozumowo rozstrzygać będziemy pytanie, czy dane społeczeństwo powinno przyjąć tę czy inną postać rządów. Wreszcie potrzecie rozważać można, czy ze względu na istniejące nastroje forma zasadniczo, teoretycznie najistotniejsza podyktowana potrzebami danego społeczeństwa, ponieważ nie jest do odrzucenia, czy ze względu na nastroje nie należy, wprowadzić inną, niż ta, którą dyktuje rozwaga i potrzeba.

I.

     Jeżeli pod uwagę weźmiemy czynnik czysto racjonalistyczny, tkwiący w abstrakcyjnych postaciach monarchii i republiki, to okaże się, że obie te formy te mają swe dodatnie i swe ujemne właściwości.

     Za monarchią rzeczywistą, a nie pozorną, a więc za autokracją przemawia niezmienna linia rządów, przechodząca nieraz z pokolenia na pokolenie, w monarchii wytwarza się poczucie trwałości rządów i systemu rządzenia, a to tym więcej, że monarchia w regule jest dziedziczną. Władza państwowa jest silnie ześrodkowana w jednych rękach.

     Dodatnie te strony monarchii mają jednak jako przeciwwagę strony ujemne; do nich należy przede wszystkim niepewność, kto jest dzierżycielem tej silnej władzy państwowej. Doświadczenie uczy, że w rodzinach panujących zdarzają się dość często wypadki zwyrodnienia, lub wręcz obłąkania. O ile obłąkanie wystąpi w postaci zupełnie wyraźnej, sprawa jest stosunkowo łatwą. Odpowiednie czynniki, jak rada familijna lub inne czynniki w ustawach przewidziane, mogą spowodować przeniesienie władzy na zastępcę panującego, tzn. regenta, który staje się faktycznym władcą.

     Gorzej przedstawia się sprawa, gdy panujący jest tylko degeneratem, wykazuje odchylenia od normy nie dość jaskrawe, by odbierać mu władzę. Częste są wypadki, że jednostka tego rodzaju wykazuje nawet błyskotliwą, ogólną inteligencję. Klasycznym przykładem degenerata na tronie był cesarz niemiecki Wilhelm II-gi. Bezpośrednio po objęciu przez niego rządów w Niemczech napisał historyk niemiecki Quidde studium o Kaliguli, imperatorze starorzymskim pt. „Caligula oder der Cäsarenwahnsinn”. Chociaż studium to omawiało cesarza rzymskiego i sprawy jego, każdy czytelnik wyczuwał, że autor ma na myśli cesarza niemieckiego. Analogia była tak uderzająca, że przeciw autorowi rozprawy zastosowano cały szereg represji. Quidde miał jednak zupełną rację, późniejsze zwłaszcza lata panowania Wilhelma II-go wykazały, że był to typ patologiczny: mania wielkości, żądza odegrania roli historycznej, roli pierwszorzędnej na kuli ziemskiej, parła go do wojny,  żądza ta rozpętała wojnę światową. Tak patologiczne właściwości monarchy stały się klęską nie tylko dla jego państwa, ale dla całej ludzkości.

     Przypuśćmy jednak, że typ monarchy, o właściwościach chorobliwych lub wręcz monarchy umysłowo ograniczonego jest wyjątkowym, że przeważa typ monarchy mądrego, rozważnego. Nie należy  się łudzić, że w monarchii takiej, gdzie rządzi panujący mądry, rządzi on sam, przeciwnie ześrodkowanie władzy w jego rękach musi doprowadzić do wytworzenia całego sztabu pomocników i doradców. Czyste jednowładztwo jest fikcją, nie ma go wcale, chyba w jakimś państewku nie wychodzącym poza granice większej gminy. W państwie większym, wielomilionowym, jednowładztwo przemienia się faktycznie w oligarchię, w rządy kliki złożonej z dworaków lub biurokracji albo kapłanów (jak w państwie teokratycznym). Jednowładca w takim państwie, choćby był najwybitniejszą jednostką, nie jest w stanie opanować szczegółów wszystkich życia państwowego, musi polegać na informacjach otoczenia, musi część swej władzy na to otoczenie przelać, a jeżeli jednowładca jest jednostką słabą, to na klikę przechodzi wprost pełnia władzy, a po stronie jednowładcy pozostaje czysty pozór, splendor panowania. Wystarczy przypomnieć sobie rządy kapłanów przy faraonach egipskich lub rządy majordomusa i jego rodziny przy Merowingach u dawnych Franków. Po prostu nie jest do pomyślenia, by jeden człowiek rządził wielkim państwem. W społeczeństwach nowożytnych role kliki otaczającej monarchę odgrywa biurokracja, która składa się ze znacznej ilości rodzin służących państwu i panującemu; rodziny te ze sobą spokrewnione i spowinowacone, wytwarzają wprost kastę urzędniczą; o ile ma poczucie obowiązku i honoru, o ile jest uczciwą, to interesy państwa na tym nie tracą. Taką była biurokracja dawnych Prus. Jeżeli jednak kasta ta nie posiada wspomnianych właściwości, to dochodzi do systemu korupcji, który wyhodowała dawna Rosja. W takiej sytuacji państwo jest rządzone przez bandę wyzyskiwaczy, która rządząc w imieniu monarchy dopuszcza się aktów drapieżnej samowoli. Wytwarza to atmosferę niezadowolenia i goryczy w szerokich masach, która długo tłumiona wybucha przy sposobności, zagrażając istnieniu państwa. Rewolucje takie, jak wielka rewolucja francuska lub rosyjska są typowym wynikiem biurokratycznej samowoli wykonywanej w imieniu absolutnej monarchii.

     Drugim niebezpieczeństwem grożącym ze strony monarchii, są wpływy jednostek nieodpowiedzialnych, tajnych doradców monarchy, który idzie za ich radami bez oglądania się na innych. Bywają rządy metres, jak na dworze francuskim lub mnichów jak na dworze carskim. Oczywiście wpływy osób tego rodzaju szukających na tej drodze zaspokojenia chęci zemsty, czy zamiłowania do intrygi nie przynoszą państwu korzyści.

     Na to, by monarchia wydawała dobre rezultaty potrzeba: po pierwsze, by monarcha był człowiekiem mądrym, do rządów przygotowanym, po drugie, by umiał sobie stworzyć aparat biurokratyczny, stojący na wysokości zadania. Jeżeli monarcha nie jest mądrym, to powinien mieć przynajmniej tyle instynktu samozachowawczego, by zostawić swobodę ruchu swej biurokracji, o ile jest dobra. Jeżeli biurokracja na zaufanie takie nie zasługuje, zaczyna się tragedia państwa i społeczeństwa.

     Mówimy o monarchii czystej, autokratycznej, to znaczy takiej, w której czynnik ludowy w żadnej postaci do rządów nie ma dostępu, lub o ile dostęp ma, to czysto formalny, głębiej niesięgający. Na złe strony monarchii autokratycznej próbowano odpowiedzieć wprowadzeniem innej postaci monarchii – konstytucyjnej, to znaczy oddaniem w ręce przedstawicieli ludności znacznej części władzy ustawodawczej, sądowniczej, a nawet wykonawczej.

     Monarchia konstytucyjna jest złamaniem wyłączności wpływów kasty urzędniczej, która też, jako taka, przestaje z czasem istnieć. Jest to postać rządów oparta na wprowadzeniu parlamentu, w którym ustawy się uchwala, ustawy te wymagają tylko sankcji monarchy. Jest to postać rządów polegająca na kontroli władzy wykonawczej przez władze ustawodawczą. Odmówienie zaufania rządowi zniewala monarchę do stworzenia innego rządu. Wszystko to razem zmierza do coraz większego ograniczenia władzy monarchy. Bywają rozmaite stopniowania tego ograniczenia. Niekoniecznie rząd mianowany przez monarchę musi ustępować w razie braku zaufania ze strony parlamentu, może zdarzyć się postać taka, że rząd jest rządem monarchy od parlamentu zupełnie niezawisłym. W takim razie może zajść konflikt między rządem a parlamentem, wtedy rząd rozwiązuje izby ustawodawcze i rządzi bez parlamentu.  Może zdarzyć się jednak także postać monarchii tak zbliżona do republiki, że cień tylko władzy monarszej zachodzi. Taką monarchia była Polska w epoce królów elekcyjnych. Sam fakt, że nie było zasady dziedziczenia tronu osłabiał autorytet monarchy, który władzę swą zawdzięczał nie urodzeniu a wyborowi. Władzę królewską uszczuplono w Polsce na rzecz sejmu w tym stopniu, ze nie przyznano królowi nawet ułaskawiania przestępców, prawa, które w regule ma każdy prezydent republiki …

     Nowożytne społeczeństwa mają tendencję do podobnego ograniczania władzy monarchy; wystarczy przytoczyć władzę króla angielskiego i belgijskiego.

     Nasuwa się pytanie, czy wobec tendencji do ograniczania władzy królewskiej wskazanym jest zatrzymywanie typu monarchicznego przy równoczesnej redukcji uprawnień monarchy, czy nie jest lepszym stworzenie silnej władzy obieralnego prezydenta republiki. Monarcha, którego władza jest nikłą, przynosi jedynie walory reprezentacyjne.

II.

     Polska potrzebuje silnego rządu: oto zdanie, które słyszy się powszechnie, zdanie uzasadnione, oczywiście. Myśl ta powoduje wołanie o dyktatora i jednych, o monarchię u drugich. Co to znaczy „rząd silny”?  Zazwyczaj nie trzymuje się odpowiedzi na to pytanie, prawdopodobnie tym, którzy domagają się silnego rządu, chodzi o to, by wola państwa była ściśle przestrzeganą, by każdy, kto woli tej się przeciwstawia, przykładną za to poniósł karę. Zgodzić się z takim postawieniem kwestii można, czy jednak do tego, by egzekutywa była energiczną, potrzeba centralizacji władzy państwowej w rękach jednego człowieka, choćby tylko formalnie? Stany Zjednoczone mają formę republikańską rządów, a jednak z chwilą, gdy przy wyborach zwycięży jakaś partia, następuje urzędów od góry do dołu jednolite pod względem zabarwienia politycznego i zaczynają się rządy silne. Widzimy, jak konsekwentnie zwalcza się tam alkoholizm, zakaz używania napojów wyskokowych nie jest tam martwą literą, pomimo, że nie ma tam ani monarchii, ani dyktatury.

     Różnica między republiką, a jednowładztwem nie polega zatem na silnej lub słabej władzy a na czym innym, na tym, jak wolę państwową się wytwarza. W republice, choćby władza prezydenta była jak silna, wolę państwową wytwarza w zasadzie ciało ustawodawcze. W Jednowładztwie wytwarza ją jeden człowiek teoretycznie a praktycznie otaczająca go kamaryla. W republice ustalają przedstawiciele społeczeństwa w drodze głosowania to, co ma być normą wiążącą w państwie, wykonanie pozostawiając władzy wykonawczej. Przy jednowładztwie doradcy naczelnika państwa wytwarzają podkład i nastrój dla rozstrzygnięcia owej jednostki, która teoretycznie sama rządzi. W jednym i drugim wypadku jest jakaś większa grupa ludzi, która przy wytwarzaniu woli państwowej jest czynną, chodzi tylko o to, czy wolę państwową ma jawnie wytwarzać kilkuset obywateli powołanych do tego przez wybory, czy też wytwarzać ma ją w ukryciu klika powołana przez jednowładcę lub też jednowładcy narzucona.  To jest jądrem sprawy. Mamy zatem do wyboru miedzy rządami kliki a rządami przedstawicieli społeczeństwa wychodzących z wyboru. Nie o nazwę chodzi, a o rzecz. Cały problem współżycia państwowego redukuje się do tych dwu alternatyw: klika, czy wybrańcy. Rządy kliki mamy nie tylko wtedy, gdy na czele państwa stoi jednostka, formalnie (car, król, dyktator itp.), ale także i wtedy, gdy klika rządzi bez obsłonek jako tzw. oligarchia, tak jak komisarze sowieccy, oparci o organizację bojową znikomej mniejszości społeczeństwa. Nie o nazwę chodzi, gdyż  przy pozorach monarchii wola państwowa pochodzić będzie od społeczeństwa tam, gdzie istnieje konstytucyjnie zagwarantowana rola ciała ustawodawczego, jak w Anglii lub Belgii itp., a więc w monarchii konstytucyjnej, odwrotnie przy pozorach republiki wolę państwa wytwarzać może klika – jak się to dzieje w Rosji sowieckiej.

     Czego zatem potrzeba Polsce? Rządów kliki czy rządów wybrańców?

     Zwolennicy dyktatury wojskowej wołają głośno, bez żenady: „chcemy rządów kliki, która korzystając z dobrej, zwartej, wojskowej organizacji, albo też z popularności nazwiska dyktatora, rządzić będzie bez oglądania się na innych”. Dyktatura wojskowa oczywiście nadaje się dla takich rządów doskonale, bo daje egzekutywę militarną, jak w czasie wojny. Dyktatura taka jest jednoznaczną z usunięciem czynnika ustawodawczego sejmu i senatu. Monarchiści, o ile są wierni swej myśli przewodniej, muszą zdążać do tego samego celu: „und der König absolut, solang er unseren Willen tut” – brzmiało hasło monarchistów pruskich. Prusami rządziła biurokracja i generalicja, obie składały się z przedstawicieli jednych i tych samych kilkuset rodzin junkrów. Rządziła klika odnawiająca się przez nowe generacje.

     Czego potrzebuje Polska?

    Polska obecnie jest państwem wychodzącym z mgławicy, z chaosu wytworzonego oddaniem społeczeństwu zupełnie do rządzenia sobą nieprzygotowanemu – wielkiego obszaru terytorialnego z ludnością blisko trzydziestu milionów, z najróżniejszym dotychczas systemem rządzenia i ustawodawstwa. Była chwila przełomowa, kiedy władza nad tym zaimprowizowanym na poczekaniu państwem znalazła się w rękach jednego człowieka. Mogło było wówczas zaistnieć jednowładztwo tak czy inaczej nazwane wraz z nieodłącznymi rządami kliki. Tak się jednak nie stało, jednostka owej władzy nie zatrzymała dla siebie i swojej kliki, stworzono zaraz postać rządów wykonywanych przez wybrańców narodu, wprowadzono wybory na możliwie najszerszej podstawie, jak gdyby uciekając od cienia choćby podejrzenia, że może chodzić o wprowadzenie rządów kliki. Wskazano wybrańcom społeczeństwa ich bezpośrednie zadanie – stworzenia konstytucji, nazwano pierwszy sejm – sejmem ustawodawczym, gdyż miał dać państwu ustawę zasadniczą, wybrańcy stworzyli konstytucje najzupełniej republikańską co do formy i treści. Naczelnikowi państwa nie tylko nie dano splendorów monarchy, ale nie dano mu nawet władzy prezydenta republiki , stworzono zaledwie cień władzy głowy państwa. Tworzenie woli państwowej pozostało przy tych, którzy wychodzą z wyborów. Państwem polskim rządzi przeszło czterystu posłów i przeszło stu senatorów. Władcy ci nie stanowią kliki, bo jako wybrańcy społeczeństwa przedstawiają różnorodne ugrupowania polityczne, a to jest właśnie dodatnią czy ujemną stroną rządów na wskroś republikańskich. Prezydenta Rzeczypospolitej w Polsce wybierają suwereni połączeni w tzw. zgromadzenie narodowe, zastępcą prezydenta jest marszałek – sejmu. Wszystko to są okoliczności niezmiernie charakterystyczne: złośliwi nazywają to sejmokracją, faktycznie jest to typowa – demokracja.

    Słyszeć można twierdzenie, że suwereni w odrodzonej Polsce podobni są do suwerenów z epoki rządów sejmowych dawnej Polski. Tak pierwotnie się zdawało, okazało się jednak, że tak nie jest. Suwereni obecni po kilku latach rządów czują zmęczenie, obawę przed odpowiedzialnością. Niesłychanie znamiennym objawem było powołanie do rządów Władysława Grabskiego i tzw. gabinet pana prezydenta, przyznanie temu gabinetowi daleko idących pełnomocnictw. Było to częściowe zrzeczenie się kontroli władzy wykonawczej ze strony sejmu i senatu. Gabinet ten był eksperymentem, który w razie udania się byłby mógł stać się precedensem na przyszłość, było to przeniesienie punktu ciężkości ze sejmu na prezydenta republiki; widocznie suwereni polscy nie są o władzę zazdrośni. Niestety eksperyment z Grabskim nie udał się skutkiem osobistych defektów po stronie premiera, stworzenie obecne gabinetu koalicyjnego wszystkich stronnictw, które tylko chciały współpracować, jest powrotem do czystej sejmokracji. Do podkreślenia tego typu służby jeszcze fakt, ze do narad w radzie ministrów doprasza się przedstawicieli klubów sejmowych.

    Rządy sejmowe w tej czystej postaci są niezmiernie trudne. Posuwać się muszą po linii przeciętnej, po przekątni równoległoboku sił. Tę przekątnię szukać trzeba na każdym posiedzeniu rady ministrów, na każdym posiedzeniu sejmowym. Ileż sposobności do rozbicia koalicji, ile codziennych tarć.

    Koncepcja gabinetu pana prezydenta była lepszą, pełnomocnictwa udzielone rządowi pozwalały na jednolitą linię, która choć nie odpowiadała temu, czy owemu stronnictwu, dała się wytłumaczyć przed partyjniakami. Można było zasłaniać się przed partyjniakami „to nie my, to rząd, a w imię sanacji skarbu nie można rządu obalić, trzeba znosić niejedno, co z punktu widzenia partyjnego jest niepożądanym”. Była to postać wygodna, która pozwalała przesuwać się nawie państwowej między rafami partyjnych interesów.

    Tkwi w tym podtrzymywaniu władzy sejmu w tej czy innej postaci wiele instynktu samozachowawczego. Polska nowożytna powstaje z chaosu, powstaje jako państwo nowe, mające z dawna Polską wspólną nazwę, język i tradycje historyczne. To nowe państwo musi szukać swoich dróg, bo nie znalazło gotowych, zacierać raczej musi wszystko to, co pozostało po państwach zaborczych, co było dostosowane do zupełnie innych okoliczności. W tych warunkach oddać rządy państwa w ręce tej czy innej kliki, o której nie wie się nic, której nie będzie można usunąć w razie niedołęstwa inaczej, jak w drodze rewolucji zbrojnej, w drodze walki dwu części armii między sobą – byłoby szaleństwem. Drogę z chaosu wskazywać muszą wszyscy, choćby wśród swarów i kłótni. Drogę tę znaleźć można tylko pod warunkiem dokładnej znajomości terenu, a to dać może swobodne wypowiedzenie się przedstawicieli społeczeństwa, choćby nawet nie stojących wysoko pod względem wykształcenia. Niewątpliwie lepiej byłoby, gdyby tych wybrańców było mniej, a ich przygotowanie do rządów było lepsze, ależ jakie gwarancje dają rządy kliki.

    Jeżeli zawiódł „gabinet pana prezydenta”, to jakież gwarancje daje gabinet kliki. Gabinet pana prezydenta można było zniewolić do dymisji, a kto daje gwarancje, ze gabinet kliki ustąpi, gdy nie będzie sejmu, który by mógł się w tym kierunku wypowiedzieć. W Rosji klika nie ustępuje, choć dziewięć dziesiątych społeczeństwa rosyjskiego dyszy nienawiścią do rządu i pragnie zmiany. Rządy kliki są uparte, życie ich żyławe zniszczyć można tylko ogniem i żelazem.

    Dlaczego społeczeństwo polskie w obecnej chwili nie może mieć rządów kliki, bez wzglądu na to, czy nazywają się dyktaturą wojskową, dyktaturą proletariatu czy monarchią absolutną.

    Wszystko to, co dotychczas powiedziano, nie jest oczywiście skierowanym przeciw monarchii konstytucyjnej, przeciw istnieniu dynastii, przeciw naczelnikowi państwa, który by pięknie reprezentował państwo na zewnątrz, który by utrzymywał w rodzinie swej tradycje takiego reprezentowania i pewnego taktu. Oczywiście jest to wszystko możliwym, gdyż władza pozostawałaby przy sejmie i senacie, prawdziwi władcy (posłowie i senatorowie) wyłanialiby rząd ze siebie.

    Dotykamy tu jednak pewnego szkopułu natury psychologicznej. Jeżeli wołamy o silny rząd i domagamy się jednolitości w rządzeniu, to przy monarchii konstytucyjnej ma to – wbrew pozorom, mniejsze szanse niż bez monarchii. Monarchia jest zjawiskiem niepopularnym w demokracjach, zbyt żywo tkwią w pamięci rządy carskie, rządy Wilhelma II-go, wielka wojna rozpętana przez gabinety panujących wbrew woli przeważającej większości obywateli państw wojujących. W Polsce idea monarchii nie mogła się utrwalić ani w epoce królów elekcyjnych ani potem, to też gdyby wprowadzono nawet postać monarchii konstytucyjnej, to chyba z ograniczeniem władzy monarszej  do minimum znanego w dawnej Polsce w epoce królów z wyboru. Pożegnać się jednak wypada w takim razie z myślą przeniesienia punktu ciężkości z władzy ustawodawczej na wykonawczą. To, co jest możliwym w stosunkach do obieranego prezydenta, nie jest prawdopodobnym w Polsce w stosunku do monarchy.

   Dlatego, jeżeli pragniemy utrzymania jednolitości w rządach, gabinetów niezbyt zależnych od fluktuacji partyjnych, jeżeli chcemy gabinetów pana prezydenta, to nie wprowadzajmy naczelnika państwa koronowanego, bo w stosunku do niego panować będzie daleko posunięta podejrzliwość.

    Na to, by wprowadzić cień władzy królewskiej na wzór króla angielskiego, na to, by mieć dwór królewski, większą paradę i większe wydatki na listę cywilną panującego, na to nie opłaci się zmieniać konstytucję – gra nie warta świeczki.

III.

    Sprawa formy rządu jest nie tylko rzeczą tych lub innych potrzeb, ale także rzeczą tych lub innych upodobań.

    Znanym jest panowanie Iwana Groźnego w Rosji, który w chwilach uniesienia miał zwyczaj ostro okutą laską przygważdżać stopy bojarów, a jednak po jego śmierci zaległ w Rosji żal i smutek. Biadano na temat, co będzie dalej, kiedy nie ma już tak doskonałego władcy; znaczy to, że postać despotycznej monarchii była dla ówczesnej Rosji doskonałą.

    Epoka wielkiej rewolucji we Francji i czasy, które przyszły potem wykazały, że Francja ówczesna nie była dojrzałą do postaci republikańskiej rządów, całe społeczeństwo z małymi wyjątkami przyjęło z entuzjazmem cezaryzm Bonapartego, a po jego upadku z filozofią powrotu Burbonów. Bywają społeczeństwa, których usposobienie ma skłonność do władzy ześrodkowanej w pewnym czynniku stałym i widocznym – w naczelniku państwa. Oczywiście nastrój ten z biegiem czasu może ulegać zmianom, ale w pewnym okresie czasu pragnienie posiadania monarchy jest widocznym. Do społeczeństw takich należy – niemieckie. Zamiłowanie porządku, szacunek dla autorytetu zaznaczający się w stanowisku ojca rodziny, długoletnie tradycje panowania drobnych dynastii, które wytwarzały nastroje patriarchalne miedzy dynastią a społeczeństwem, wspomnienia ustroju lennego budowy społecznej i jego uwarunkowania w postaci piramidy z monarchą na czele, wszystko to składało się na to, by Niemców przygotowywać do postaci monarchicznej rządów. Trzeba było doszczętnej kompromitacji tego czynnika w osobie Wilhelma II-go, trzeba było haniebnej ucieczki Wilhelma II-go na to, by na jakiś czas te zamiłowania dynastyczne ostudzić. Nie można jednak ręczyć, czy na zawsze.

    Niewątpliwie monarchistycznym a nie republikańskim jest społeczeństwo rosyjskie. Obecnej formy rządów nie można uważać za republikę pomimo, iż tej wywieszki używają sowiety dla uzyskania popularności. Obecna postać rządów w Rosji jest typową oligarchią, panowaniem pewnej grupy ludzi, które dlatego jest trwałym,  ponieważ stosuje metody carskiego despotyzmu – są to rządy kliki, tylko chciałyby mieć zamiast oligarchii żydowskiej, rządy kamaryli dworskiej z carem i całym aparatem wschodniego ceremoniału.

    Na to, by republika była dobrze dostosowaną do życia społecznego, potrzeba swoistego nastroju w masach, swoistych właściwości charakteru danego społeczeństwa. Potrzeba przede wszystkim wielkiego umiłowania wolności i wielkiego poczucia obowiązków obywatelskich. Bywają społeczeństwa, które jedno i drugie mają we krwi. Typowym społeczeństwem republikanów są Szwajcarzy. Ta hardość, która cechuje chłopa szwajcarskiego dziś tak samo jak przed wiekami za czasów Wilhelma Tella, wytwarza wstręt do uniżoności koniecznej przy formie monarchicznej. Naturalny pęd do bohaterstwa, gdy chodzi o obronę granic ojczyzny czyni zbędnym wprowadzanie czynnika wielkiego przymusu, którego spodziewamy się po tzw. silnej ręce monarchy. Nie potrzeba ani uroczystego aktu woli monarszej, ani żelaznej konsekwencji w przeprowadzeniu tej woli tam gdzie instynkt samozachowawczy państwowy dyktuje posłuszeństwo wobec zasad współżycia.

    Społeczeństwem republikańskim z natury swej byli Polacy. Szlachta polska, a o niej tylko mówić można, gdy się ocenia dzieje Polski z tego punktu widzenia, szlachta polska miała umiłowanie wolności doprowadzone do szaleństwa, doprowadzone do warcholstwa, poczucia godności własnej doprowadzone do przesady, do buty szlachcica na zagrodzie równego wojewodzie. Szlachta polska miała także drugi warunek do współżycia republikańskiego, poczucie obowiązku patriotycznego bronienia granic. Nic też dziwnego, – że w epoce królów z wyboru, szlachta zawierała z królem układy co do poszanowania wolności obywatelskiej, nic dziwnego, że kiedy obcy naigrywali się z Polaków: vos, Poloni, non habetis regen, szlachcic polski odpowiadał z dumą: sed vos habet rex.

    Polskę cechowała nadmierna, wybujała indywidualność, nadmierne poszanowanie tej indywidualności u innych, wstręt do zadawania przymusu sobie czy innym, wstręt, który objawiał się w zasadzie jednomyślności koniecznej dla każdej uchwały, w możności udaremnienia jednym głosem powzięcia uchwały. Był to republikanizm żywiołowy, doprowadzony do karykatury, do śmieszności. Republikanizm gotów poświęcić państwo i jego byt dla zachowania nietykalności zasad, że żadnej myśli prawnej nie wolno wprowadzać bez zgody wszystkich, którzy jej ulegać mają. Taką była szlachta polska.

    Jakie są nastroje wśród licznych potomków tej klasy ludności dzisiaj, ocenić trudno, również trudno się wypowiedzieć, jakie są nastroje wśród chłopów i mieszczan. Epoka zaborów wykazała, że szlachta, zwłaszcza bogata, dawała się często olśnić splendorem życia na obcym dworze i wykonywała nawet funkcje dworskie, reszta społeczeństwa odnosiła się dość wrogo do obcych dynastii państwa zaborczych. Wdzięczność za konstytucyjne swobody w Galicji miała podkład swoisty nadziei odrodzenia Polski, nie wynikała z idei przywiązania do idei monarchistycznej. Nie było w masach ani kultu dla monarchii, ani przywiązania do dynastii. Kiedy Polska powstawała samorzutnie w listopadzie 1918 nie wyczuwało się nigdzie pragnienia wprowadzenia na tron jakiejś dynastii, rodziła się republika, często połączona z wywieszaniem czerwonego sztandaru, pozorami dyktatury proletariatu, ale zawsze republika, pozbawiająca korony herb państwowy, tradycyjnego orła białego.

   Organizacje monarchistyczne, które istnieją w Polsce, ze sobą niepowiązane, są nieliczne, niezgrane, obejmują nieco ziemiaństwa, nieco wojskowych, nieco młodzieży akademickiej, do mas nie umieją, ani nie chcą dotrzeć.

    W chwili niebezpieczeństwa, gdy zanosi się na rządy kliki, społeczeństwo skupia się samorzutnie z obawy przed przewrotem w tym kierunku. Stworzenie rządu koalicyjnego stronnictwa sejmowych w chwili, gdy wyłania się niedwuznacznie myśl dyktatury wojskowej, w czasie gdy garstka ludzi nawet w parlamencie mających swych przedstawicieli powtarza hasło rozpędzenia sejmu i oddania władzy jednostce i otaczającej ją klice, stworzenia gabinetu koalicyjnego w takim czasie jest dowodem, że większość społeczeństwa nie chce rządów kliki a chce mieć rząd wybrańców. Jeżeli połączymy to zjawisko z owym zresztą nieudałym eksperymentem „gabinetu pana prezydenta” to synteza nasuwa się wprost: społeczeństwo polskie nie chce rządów kliki, natomiast skłonnym jest powtórzyć „gabinet pana prezydenta”, skłonnym jest wysunąć część władzy z rąk ciała ustawodawczego i przenieść na czynniki wykonawczy. Jednym słowem zarysowuje się możliwość w przyszłości wzmocnienia władzy prezydenta Rzeczypospolitej.

    Nastroje w Polsce są więc republikańskie.

 

P.S. Tekst rozprawy napisanej przez prof. Juliusza Makarewicza w 1926 roku. Profesor Makarewicz należał do najwybitniejszych znawców prawa okresu międzywojennego,  senatorem II RP w latach 1925 – 1935.

Lektura tej pracy pozwoli Państwu przygotować się do debaty, jaka będzie miała miejsce na X Forum Monarchistów, właśnie na temat „Monarchia czy Republika”, której uczestnikami będą najwybitniejsi współcześni znawcy przedmiotu: prof. Jacek Bartyzel i prof. Andrzej Nowak.

Debata na temat ustroju państwa w Polsce międzywojennej była bardzo ożywiona i prowadzona przez luminarzy życia politycznego, społecznego i naukowego, czego dowodem jest niniejszy tekst. Chociaż państwo było republiką i nic nie wskazywało na zmianę tego stanu rzeczy to fakt występowania takich rozważań należy uznać za rzecz absolutnie maturalną. Nienaturalnym jest natomiast brak takiej debaty współcześnie. Co jedynie dowodzi, iż nadal dominuje świadomość ukształtowana w dobie komunizmu nad polskimi umysłami.

Podziel się

Brak komentarzy

zostaw komentarz