Strona głównaOgólnaArtykułyM. B. Nowakowski: Zapewnić bezpieczeństwo…

M. B. Nowakowski: Zapewnić bezpieczeństwo…

regalia polskie

W poprzednich artykułach wspominałem o tym, że głównymi zadaniami państwa, co do których
zostało powołane, jest ochrona bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego – życia i zdrowia,
wolności i własności podanych(w wypadku obywateli istnieją rzecz jasna wyjątki…) przed
bezpośrednim zamachem na ww. dobra.
Byłoby jednak niedopowiedzeniem gdyby nie wspomnieć o jeszcze jednej sferze bezpieczeństwa
którą chroni państwo. Chodzi o bezpieczeństwo duchowe.
Ni mniej ni więcej, a eliminowaniem doktryn, idei, herezji opozycyjnych względem ustroju – tym
na tym skupia się ochrona. Każda dewiacja myślowa, która godzi w fundamenty państwa, w jego
istotę powinna być niezwłocznie wyeliminowana.
Może się pojawić jednak wątpliwość czy to aby na pewno dotyka ludzi – poddanych bądź
obywateli – owszem dotyka. Tak jak człowiek dla pełnego funkcjonowania wymaga równowagi na
gruncie ducha, duszy i ciała. To co wydaje się najmniej namacalne – jest najbardziej brzemienne, bo
to fundament decyduje o trwałości budowli.
Byt państwowy w swoistym odruchu samoobrony atakuje, niczym organizm drobnoustroje, takie
formy ideologiczne, które swoim istnieniem mogłyby położyć kres istnienia danego organizmu
państwowego. Państwo które dla swojego istnienia wymaga terytorium, ludności i władzy na czele
– ulega upadkowi przy rozprzężeniu ww części składowych. Ideologia godząca w jeden z
czynników dokonuje takiego rozprzęgnięcia – a tym samym grozi istnieniu państwa. A czy to
weźmiemy Platona czy Arystotelesa, Augustyna czy Tomasza – każdy akcentuje, że jednostka
czerpie korzyść z istnienia państwa.
Teraz należy spojrzeć na ustroje państwowe i zauważyć, że każde jądro ideologiczne, esencja tego
co ustrój definiuje, ma wroga. Wrogiem tym jest myśl, która swoją wywrotnością wszczepiona w
system jest w stanie go unicestwić, niczym komórki rakowe organizm. Dlatego też Ateny
prześladują Sokratesa i fundują ostracyzm co znamienitszym obywatelom, aby uniemożliwić
zmianę demokracji na cokolwiek. Dlatego rewolucja niszczy religię(czy też próbuje zniszczyć), bo
ta stanowi zaporę przed wprowadzeniem „raju na ziemi” tu i teraz.
Mając świadomość istnienia powyższego mechanizmu – albo „tylko” przyjmując założenie, że taki
istnieje – chciałbym opisać racjonalne zachowania poszczególnych bytów ustrojowych względem
powyższego i określić ich konsekwencje dla zwykłego zjadacza chleba. A przede wszystkim
znaleźć ową wywrotową ideę dla poszczególnych ustrojów(posłużę się nieco zmodyfikowaną
typologią Tomaszową).
W pierwszej kolejności zwracam swoje oczy na monarchię. Dostrzegam, że naturalnie zawsze
sprzężona jest z jakąś transcendentną ideą, religią. Niezależnie od tego, czy despotyczna, czy
stanowa, zawsze świadoma istnienia tej wyższej, duchowej rzeczywistości, z której to
namaszczenia sprawuje władze, która daje jej legitymacje. Wrogiem monarchii jest laickość,
bezbożność, współcześnie nazywana świeckością, albo neutralnością światopoglądową. Pojęcie
pomazańca bożego może istnieć tylko tam, gdzie w ogóle jest mowa o bogach – a prawdziwa
monarchia oparta o Świętą Wiarę Katolicką najpełniej urzeczywistnia wszystkie te ideały
jedynowładztwa o których choćby wspomina Arystoteles.
Sojusz ołtarza i tronu w konsekwencji powoduje wcielanie wszystkich tych prawd religijnych w
życie społeczne które gwarantują – na gruncie chrześcijaństwa – ochronę właśnie życia, zdrowia,
wolności, własności, rodziny. Ładu moralnego i społecznego. Zwykły człowiek więc – mówiąc
wprost – może normalnie żyć.
Natomiast ateizm, albo inne pokrewne ideologię, w sposób oczywisty rozwalają wewnętrznie
mistyczny ład monarchii. Skutki dopuszczenia go do głosu są katastrofalne – a widzimy je na
przykładzie „Pierwszej Córy Kościoła”. I widać to we wprowadzeniu obdartego ze szlachectwa,
religii, centralnego biurokratycznego zarządzania państwem. Alexis de Tocqueville jak najbardziej
rajcie miał, że rewolucja przejęła aparat rządu królewskiego jako własny i to ten aparat dał jej
fundament. W tej urzędniczej machinie nie było mowy o Bogu, Honorze, czy wierności
Kościołowi. Byłą tylko wierność państwo – a konkretnie temu kto stoi na jego czele.
W momencie, kiedy idee „oświeceniowych” filozofów swobodnie głoszone w prasie dały –
pozornie atrakcyjną – alternatywę dla zdegenerowanej, kłaniającej się ku despotyzmowi, słabej
monarchii – dało to iskrę do upadku Francji. Przez kreatury pokroju Rousseau zaproszono ogień,
który na biurokratycznym rusztowaniu jak po naoliwionym drewnie ogarnął cała Francję, potem
Europę, płomieniem rewolucji.
Przeciwnym monarchii ustrojem jest ustrój niewolniczy – najczęściej przybierający formę tyranii,
opartą o dominację tyrana nad resztą – społeczeństwem, narodem – i „prawo siły” jako jedyną
formę prawa. Ustrój niewolniczy naturalnym wrogiem jest wolności i własność, a także
wszystkiego czemu one mają służyć – np. rodzinie, religii. Właściciel niewolników niekoniecznie
musi być jednostką – może być zbiorowością i mieć postać choćby aparatu komunistycznego.
Szczęśliwie nikt normalny nie chce, aby pod przymusem odbierano mu owoce jego pracy,
zabraniano zakładać rodzinę, odmówiono wyróżnienia jeśli się czymś zasłużył, a więc – szczęśliwie
– wrogiem tyrani jest sama natura ludzka. I nic dziwnego, że ideologie współczesnych systemów
totalitarnych miały na celu stworzenie „nowego człowieka”.
Ustroje oparte o hierarchię – dobre jak arystokracja, złe jak plutokracja – oparte są – moim
zdaniem- na Arystotelesowskim pojęciu sprawiedliwości rozdzielczej, czyli, że państwo
wynagradza swoim członkom pozycją w strukturze ustrojowej, zależnie od tego, czy wykazują się
pożądana cechą – cnotą dla arystokracji(rozumianą jako sokratejskie areté ), urodzeniem dla
oligarchii, bogactwem materialnym dla plutokracji. W konsekwencji elementem wywrotowym
będzie szeroko rozumiana „sprawiedliwość społeczna” która z równości geometrycznej próbuje
przejść na równość arytmetyczną. Zwykły człowiek i jego sytuacja jest zależna od typu ustroju – w
arystokracji ma możliwość awansu największą i żyje w ustroju najlepiej dbającym o moralny
wzrost i umożliwia największe pole do popisu jednostce na rozwój, oligarchia stanowi już znacznie
bardziej sztywną formę stratyfikacji społecznej – opartą znacznie bardziej na pochodzeniu,
plutokracja pośród nich najbardziej hermetyczną. Dlatego też z wyrównaniem każdy z tych
ustrojów będzie walczyć z innych pobudek. Arystokracja dla cnoty w narodzie, aby nie zatrzymać
jej wzrostu, rządy „królewiąt” dla zachowania materialnego statusu(z czysto egoistycznych
pobudek).
Pozostają jeszcze dwa klasyczne ustroje – republika i demokracja – czyli czysto obywatelskie
konstrukty. Pierwsza oparta o rządy prawa i instytucji państwowych, druga o rządy ludu. Republika
więc będzie tym ustrojem, który najbardziej ceni sobie legalny ład – zatem najwrażliwszym jej
elementem będą sądy i poczucie sprawiedliwości w ogóle ludności. Demokracja – zdaje się –
najbardziej ceni sobie wolę ludu.
Republika więc w swojej istocie jako wroga będzie miała zamęt legislacyjny, bałagan urzędniczy,
korupcję, sprzedajność urzędów – czyli wszystko to co doprowadziło do upadku Rzeczypospolitej
Rzymskiej albo Obojga Narodów. Wymaga silnej klasy średniej jako najbardziej zainteresowanej
zachowaniem równowagi oraz stabilności prawnej. W działającej republice więc człowiek powinien
cieszyć się największą stałością, bo państwo jest(na gruncie ideowym) żywo zainteresowane takim
stanem faktycznym. Od równowagi, pokoju i porządku zależą fundamenty państwa.
Demokracja – z tego co dostrzegam – będzie walczyć o to, aby lud miał stale możliwości wyrażenia
swojej woli. A także aby lud – rozumiany jako masa ludzka – nie doznał uszczerbku masy – a nawet
się poszerzał. W praktyce objawia się oto walką Aten z niewolą za długi, wiążącą się z utratą
obywatelstwa, z jednej, a postulującym rządy prawa Sokratesem z drugiej strony. Współcześnie np.
na rozszerzaniu prawa wyborczego i czynienie go coraz bardziej „powszechnym”.
Wrogiem demokracji będzie więc z jednej strony każda ideologia dokonująca moralnej oceny
członków ludu jako „godnych” bądź „niegodnych” brania udziału w teatrze politycznym (vide
Sokrates a jego prześladowanie przez Ateny, współczesna walka z „niesłuszną dyskryminacja”, a i
także Kościołem Katolickim), z drugiej strony w imię równości z tym co tę równość mogłoby
zaburzyć w sferze faktycznej. Ten drugi przypadek realizowany przez piewców demonokracji pod
formą sprawiedliwości społecznej – czyli grabieży własności jednym i rozdzielaniu jej drugim.
Demokracja więc stanowi idealny ustrój dla osoby przeciętnej, konformistycznej, byle jakiej, nawet
bezideowej i bezrefleksyjnej.
Wypunktowanie więc pragnę zamknąć tym, że (jak już zaznaczyłem na wstępie) każdy ustrój
walczy z tym, aby nie zapaść na nowotwór, którym dla każdego państwa zbudowanego na innej idei
będzie inna antyidea. Oczywiście – wszystko zależy od tego jaki typ człowieka ma dane państwo
chronić. Dla człowieka honoru i bojącego się Boga państwo monarchistyczne albo arystokratyczne
będzie tym, które zapewnia mu maksimum wolności i praw, chroniące od zepsucia i bezbożności.
Dla miernoty ustrój niewolniczy, bądź demokratyczny będzie najlepiej gwarantował
bezpieczeństwo duchowe – bo zwalnia takiego od obowiązku, oczywistego dla konserwatysty,
jakim jest praca nad sobą – lud może bezwstydnie oddawać się hedonizmowi, zabawą, uciesze –
byleby były igrzyska i chleb. W wypadku niedostatków ducha jest przecież wola ludu, albo
właściciela niewolników, która zastępuje sumienie – a wręcz jest mu wroga.
Dlatego też wybór monarchii jest wyborem bycia dobrym poddanym. A dobry poddany to ten, który
rozwija swoje talenty. Monarcha z drugiej strony ma obowiązek zapewnienia rozwoju poddanym, a
musi ich ochronić przed bezbożnością – zarówno ideologiczną jak i instytucjonalną. Rzecz jasna
proporcjonalnymi i skutecznymi środkami.

Brak komentarzy

zostaw komentarz