Strona głównaOgólnaArtykułyUnia polsko-litewska a polska racja stanu

Unia polsko-litewska a polska racja stanu

Racją stanu Polski w XIV w. było po pierwsze – przywrócenie władzy centralnej na ziemiach polskich, a po drugie – odbudowa terytorialna państwa ukształtowanego przez pierwszych władców piastowskich. Ani jedno, ani drugi zadanie nie było łatwe, chociaż podejmowanych wcześniej prób było wiele. Był czas, kiedy najbliższymi realizacji tego celu byli książęta śląscy, ale np. w przypadku Henryka II Pobożnego – księcia śląskiego, krakowskiego i wielkopolskiego – śmierć w bitwie pod Legnicą w 1241 roku pokrzyżowała jego plany koronacyjne.

Bolesław Krzywousty dokonując w 1138 tzw. podziału dzielnicowego praktycznie zlikwidował władzę centralną w znaczeniu administracyjnym pomimo ustanowienia zwierzchności nad wszystkim dzielnicami w osobie seniora. Sukcesem panowania Bolesława Krzywoustego było skuteczne scalenie większości ziem piastowskich, z wyłączeniem Grodów Czerwieńskich. Kiedy dokonał tego dzieła – rozdzielił państwo między swoich synów. Zamysł księcia Bolesława przyznania synom własnych dominiów nie był sprzeczny z duchem epoki, przeciwnie – dokładnie się w nią wpisywał. Błędem było natomiast ustanowienie seniora bez umocowania jego władzy królewską koroną.

Wtedy, kiedy nie ma władzy centralnej, nie ma też państwa. Przez 157 lat do koronacji Przemysła II w 1295 państwo polskie istniało jako pojęcie historyczne, ale nie miało podmiotowości politycznej. Polską podmiotowość i ciągłość polityczną reprezentował Kościół. Powinniśmy być tego faktu świadomi i o nim pamiętać. Podjętą przez Przemysła II próbę wskrzeszenia polskiej państwowości przerwało jego zabójstwo. Dopiero koronacja Władysława Łokietka na króla Polski w 1320 r. przywróciła w pełni polską państwowość, chociaż jedynie na części jego historycznego terytorium.

Od tego czasu, przez następne stulecia, polską racją stanu stała się potrzeba zjednoczenia wszystkich ziem państwa ukształtowanego przez Mieszka I i Bolesława Chrobrego.

Następca Władysława Łokietka, jego syn, Kazimierz Wielki, chociaż poważnie rozbudował terytorialnie Królestwo Polskie, to jednak nie wcielił do Korony  wielu ziem piastowskich. Dziełem jego życia było znaczne ujednolicenie administracyjno-prawne odziedziczonego po ojcu państwa oraz znaczny wkład w rozwój gospodarczy.

Tragiczna w skutkach umowa Kazimierza Wielkiego z Ludwikiem Węgierskim na tzw. „przeżycie” wprowadziła na tron polski węgierskich Andegawenów, a państwo pogrążyła w chaosie. Przez krótki czas panowania tej dynastii został zaprzepaszczony prawie cały dorobek Kazimierza. Dalszą konsekwencją piastowsko-andegaweńskiej umowy była zgoda panów małopolskich na objęcie tronu przez jedną z trzech córek Ludwika Węgierskiego, przy braku męskiego potomstwa. Przyszłą królową Polski miała zostać najstarsza z nich – Katarzyna, i to jej polscy panowie złożyli hołd w zamian za uzyskane przywileje, tzw. koszyckie. Księżniczka Katarzyna w wieku 4 lat została zaręczona z królewiczem Ludwikiem, synem króla Francji Karola V Mądrego. Niestety zmarła w wieku 8 lat. Na następczynię tronu polskiego wyznaczono drugą córkę, Marię, również zaręczoną w dzieciństwie – z Zygmuntem Luksemburskim. Jednak po śmierci króla Węgier i Polski Ludwika panowie węgierscy, nie zważając na wcześniejsze układy, spadkobierczynią tronu ogłosili Marię. Polsce więc pozostała najmłodsza – Jadwiga, która to, według planów ojca, miała zostać królową Węgier. Jadwiga, podobnie jak starsze siostry, również została zaręczona w dzieciństwie – z Wilhelmem Habsburgiem, księciem Karyntii, Styrii i Krainy.

Generalnie istniały dwie drogi jakimi mogła pójść Polska w tej sytuacji. Nie zgodzić się na objęcie tronu przez jedną z córek Ludwika Węgierskiego, a tym samym zerwać dotychczasowy sojusz z Węgrami. Groziło to wojną sukcesyjną pomiędzy Polską a Węgrami, a roszczenia do polskiego tronu mogli zgłosić inni sąsiedzi, z którymi Piastowie byli wcześniej skoligaceni. Drugie rozwiązanie to pozostanie w sojuszu z Węgrami, ówczesnym europejskim mocarstwem, godząc się na jedną z córek domu Andegawenów. Jako że Jadwiga była małoletnia, pojawiły się trzy opcje związane z  wydaniem jej za mąż:

– opcja habsburska – z zachowaniem wcześniejszych układów węgiersko-austriackich dotyczących ożenku Jadwigi z Wilhelmem,

– opcja piastowska – zerwanie układu z Habsburgami i wydanie Jadwigi za mąż za Ziemowita IV księcia mazowieckiego,

– opcja litewska – zerwanie układu z Habsburgami i wydanie Jadwigi za Jagiełłę i unia z Litwą.

Nie wszyscy Polacy akceptowali kontynuację sojuszu polsko-węgierskiego, czyli reprezentowali orientację pro-węgierską. Było to wynikiem fatalnego w skutkach panowania Ludwika. Polska w tym czasie praktycznie straciła prawie cały dorobek terytorialny Kazimierza Wielkiego. Straciła zupełnie podmiotowość polityczną. A co najgorsze, uczyniła pierwsze kroki w kierunku znanej na całym świecie polskiej anarchii. Anarchii jako polskiego okrętu flagowego.

Przeciwni opcji andegaweńskiej byli w dużej mierze Wielkopolanie i Mazowszanie. Ich kandydatem na tron Polski był książę mazowiecki Ziemowit IV. W Wielkopolsce po stronie Piasta stanęli Nałęczowie, a po stronie Andegawenów Grzymalici, którym przewodził mianowany przez Ludwika starosta Wielkopolski Domarat herbu Grzymała. Wybuchła wojna pomiędzy tymi rodami zwana wojną Grzymalitów z Nałęczami. Ziemowit orężem torował sobie drogę do tronu, a na zjedzie szlachty w Sieradzu 15 sierpnia 1384 roku został obwołany królem i posadzony na symbolizującym tron krześle. Arcybiskup gnieźnieński Bodzanta (opcja węgierska, został arcybiskupem chociaż kapituła wybrała Dobrogosta herbu Nałęcz) powstrzymał się przed dokonaniem aktu koronacji. Zwolenników Piasta pokonały połączone siły wojsk węgierskich, małopolskich i sandomierskich.

Po zwycięstwie wojsk koalicji pro-węgierskiej droga królewny Jadwigi do tronu Polski stanęła otworem.  Panowie małopolscy wyrazili zgodę  na objęcie tronu przez Jadwigę, ale pod takim warunkiem, że zamieszka na stałe w Polsce.

Po licznych perturbacjach Jadwiga Andegaweńska, prawnuczka Władysława Łokietka, została koronowana na króla Polski 15 października 1384 roku w Katedrze na Wawelu.

Przegrana Ziemowita IV w bezpośredniej rywalizacji o tron Polski nie wykluczała go automatycznie z tych rozgrywek, osłabiła natomiast na tyle, żeby nie mógł skutecznie przeciwstawić się opcji litewskiej. Opcja Piastowska była najbardziej korzystna dla Polski w długiej perspektywie czasu. Samo przyłączenie Mazowsza byłoby już znacznym wzmocnieniem państwa, jakiego nie dawały dwa pozostałe rozwiązania. Piast na tronie to bliskie więzi z licznymi Piastami na Śląsku i z Gryfitami na Pomorzu. Byłby to powrót do polityki Kazimierza Wielkiego. Ciągłość  dynastyczną zapewniały liczne linie książąt mazowieckich, śląskich i pomorskich. Ze wszech miar słuszna, reprezentująca jak najbardziej polską rację stanu opcja piastowska przegrała, ponieważ nie została dobrze przygotowana, a przede wszystkim nie dawała tylu indywidualnych korzyści. Innymi słowy – prywata zwyciężyła.

Opcja Habsburska miała wiele zalet z racji położenia geograficznego domen tego rodu i jego koneksji europejskich. Polska w owym czasie  miała trzech głównych wrogów: Luxemburgów  – królów Czech, a zarazem cesarzy rzymskich, Krzyżaków i Litwinów. Wiążąc się z Habsburgami Polska brała w kleszcze Czechy, co neutralizowało militarnie jednego z głównych sprzymierzeńców Krzyżaków. W odmiennej pozycji stawiał Polskę na arenie międzynarodowej sojusz z Austrią. Rozbijał jednolitą opozycję Niemiec wobec Polski.  Matką Wilhelma była księżniczka Viridis z rodu Viscontich, to dawało nadzieję na korzystniejsze relacje z papiestwem. Główny akcent polskiej polityki byłby skierowany na Zachód, na idące z tej strony wpływy kulturalne i gospodarcze. Spodziewana postawa Wilhelma wzmacniałaby pozycję monarchy, należało się spodziewać sprawnego funkcjonowania instytucji państwowych.

Dlaczego zwyciężyła opcja litewska? Dawała ona najwięcej korzyści dla obu układających się stron. Stronami byli: wielki książę litewski Jagiełło i panowie małopolscy. Litwa znajdowała się w politycznym potrzasku. Jej największym rywalem i wrogiem była Moskwa. Moskwa i Wilno miały ten sam cel, zapanowanie nad wszystkim ziemiami ruskimi. Rywalizacja na Wschodzie przebiegała jeszcze długi czas na korzyść Litwy, chociaż położenie Moskwy, po zwycięstwie w 1381 roku na Kulikowym Polu nad Tatarami, powoli zaczęło się zmieniać.

Sytuacja znacznie gorsza panowała po przeciwległej stronie państwa, na zachodzie. Polacy, chociaż pacyfistycznie usposobieni, bronili zdobyczy na Rusi Czerwonej, za to Krzyżacy krok po kroku wdzierali się w głąb etnicznej Litwy. Sytuację wewnętrzną i konflikty pomiędzy litewskimi książętami zręcznie rozgrywali wielcy mistrzowie zakonu. Pretendenci walczący o tron wielkoksiążęcy w Wilnie uciekali się do wojskowego wsparcia Malborka, a ten chętnie go udzielał w zamian za prawa do ziem Żmudzi i Auksztoty. Dla Jagiełły sojusz z Polską był jedyną szansą wyjścia z izolacji, a objęcie tronu dawało możliwość przejścia do politycznej i zbrojnej kontrofensywy. Jagiełło dostrzegł tę szansę i robił wszystko, żeby cel osiągnąć. Niestety dopiął swego, za co nie można jego obwiniać, a jedynie panów małopolskich, że nie kierowali się dobrem narodowej wspólnoty na jedynie prywatą.

W walce o Wawel Jagielle walnie dopomogli Krzyżacy. To ich słynne „rejzy” przełamały opór niechętnych litewskich kniaziów do planów Jagiełły. Wielu historyków interpretuje to jako próbę zniechęcenia Litwinów do sojuszu z Polską. Trudno uznać taką interpretację za „jedynie” słuszną.

Jagiełło w tej grze postawił na jedną kartę. Zaprzysiągł wszystko i podpisał się pod tym czego Polacy oczekiwali. Przyjmuje chrzest on i poddani, wciela Litwę do Królestwa Polskiego – słynne „applicare” w zapisie traktatowym z Krewy, zobowiązuje się do odzyskania utraconych przez Polskę ziem – nie tylko Pomorza, ale i Śląska, pomijając drobniejsze postanowienia jak: uwolnienie kilkudziesięciu tysięcy jeńców i wypłacenie potężnego odszkodowania za zerwanie zaręczyn Jadwigi z Wilhelmem Habsburgiem. Tym Jagiełło przelicytował wszystkich konkurentów do tronu i ręki Jadwigi. Spełnił te spektakularne, jak chrzest, czy uwolnienie jeńców, chciał nawet wypłacić Wilhelmowi ustaloną rekompensatę. W żadnym wypadku nie zamierzał wcielać Wielkiego Księstwa do Korony, a jak się później okazało nie zamierzał odzyskiwać czegokolwiek na rzecz Królestwa Polskiego.

Oferta jaką złożyli Litwini mogłaby wyglądać wiarygodnie jedynie w takiej sytuacji, kiedy byliby bez wyjścia, np. bezwarunkowego poddania się Krzyżakom lub dobrowolnego poddania się Polakom. Mniej więcej taką wymowę miał akt krewski. Skoro Litwa nie znajdowała się w tak krytycznej sytuacji, więc całą umowę należało uznać za blef. Dokładnie czymś takim była!

Należy przyjąć, iż strona polska, a na pewno cześć, która dążyła do takiej unii, miała pełną świadomość tej gry. Dokładnie w takiej grze upatrywali swoich interesów. Słaby król z ich nadania, duży wpływ na rządy i możliwość uzyskiwania kolejnych przywilejów. Nikt ich nie wydał więcej od Jagiełły.

W czyim interesie została zawarta unia Polski i Litwą? Z przebiegu wydarzeń jakie miały miejsce później maluje się nam jednoznaczny obraz. Trudno stwierdzić, żeby intencje były inne, gdyby tak było, to i późniejsza praktyka była inna.

Unia została zawarta w interesie Litwy i polskiego możnowładztwa – taka powinna być ostateczna konstatacja. W praktyce polska racja stanu nie była brana pod uwagę, czego dowodzą fakty.

Główny argument za unią, obrona przeciw Krzyżakom, nie jest prawdziwy. Zakon od pokoju kaliskiego z 1343 roku trzymał się od Polski z daleka. Gdyby było inaczej, mógłby wykorzystać fakt rzeczywistego bezkrólewia za czasów panowania Ludwika Węgierskiego. Do wypowiedzenia wojny Polsce w 1409 roku skłoniła go określona – pro Litewska, jej postawa. Ostatecznie to co jest najważniejsze – unia nie rozwiązała problemu krzyżackiego, ani kolejnego pruskiego. Wręcz przeciwnie, postawa Litwinów uniemożliwiała rozwiązanie kwestii krzyżackiej, a w konsekwencji wygenerowała zabójczy problem dla Polski – pruski.

Polityka litewska skutecznie sabotowała przyłączenie do Korony utraconych dzielnic: Śląska, Ziemi Lubuskiej (Nowej Marchii), Pomorza Zachodniego.

W wyniku unii Polska cofnęła się w rozwoju cywilizacyjnym, kulturowym – zmieniając orientację z zachodniej na wschodnią, gospodarczym, polityczno-ustrojowym, społecznym – rujnując zupełnie model społeczeństwa rozwijającego się w miarę równomiernie w obszarze wszystkich grup społecznych.

Niezliczone wojny litewskie na wschodzie, gdzie ginęły setki tysięcy polskiego wojska, osłabiały potencjał biologiczny państwa, będący naturalna siłą motoryczną w rozwoju i ekspansji. Wojny na wschodzie, wbrew mylnemu przekonaniu, nie były ekspansją polską lecz litewską, z wykorzystaniem jedynie polskiego potencjału wojskowego.

Ekspansja Polski na wschód byłaby rzeczą zupełnie naturalną, to co pokazała polityka Kazimierza Wielkiego, obywałaby się jednak powoli, stopniowo asymilując do kultury polskiej i religii łacińskiej kolejne ziemie. W ten sposób wschodnia granica Królestwa Polskiego ukształtowałaby się naturalnie mniej więcej na linii sprzed II wojny światowej. Ale byłyby to ziemie zupełnie zintegrowane z Polską i cywilizacją łacińską.

Polska po przyłączeniu dawnych ziem piastowskich dysponowałaby wybrzeżem bałtyckim od Połągi po Rugię i Rostok. Państwo, w tej części kontynentu, o powierzchni około pół miliona kilometrów kwadratowych, o gospodarce na normalnym poziomie zachodnioeuropejskim byłoby europejskim supermocarstwem, stanowiącym równowagę dla potęgi Niemiec, Francji, Rosji, Turcji. A tak, mając dwa razy większy obszar, musieliśmy nieustannie walczyć o przetrwanie, aż w końcu, dzięki niewydolności własnych struktur społeczno-politycznych – wytworu unii, Polska została podzielona jak skrawek ziemi niczyjej. Z Rzeczpospolitą stało się to, co nigdy nie miałoby miejsca w przypadku Królestwa Polskiego, gdyby nie unia.

Samodzielna Litwa nie miała szans na przeżycie, ani w sensie kulturalnym, ani politycznym. A tak, dzięki unii z Polską, pozwoliła sobie nawet na odgrywanie roli regionalnego supermocarstwa przez kolejne stulecia. Sytuacja taka nie sprzyjała wykrystalizowaniu się niezależnych struktur państwowych w łonie wschodniej prawosławnej słowiańszczyzny. Była ona zmuszona do przystania na zjednoczeniową politykę Moskwy, aby móc się obronić z jednej strony przed naporem islamskich  Tatarów, a z drugiej – katolickich Litwinów. Ostatecznie uległa jarzmu współwyznawców z Moskwy.

Unia nie była złem samym w sobie, chociaż automatycznie wplątała Królestwo Polskie w wielowiekowy konflikt z Moskwą. Na początku dawała strategiczne bezpieczeństwo ziemiom polskim, teoretycznie wzmacniała potencjał wojskowy Korony. Również teoretycznie stwarzała szanse na realizację polskiej racji stanu, gdyby ktoś o niej myślał.

Znamienna sprawa! Mała, niby niewiele znacząca, nie dająca ostatecznego rozstrzygnięcia, bitwa Władysława Łokietka pod Płowcami w 1331 zapewniła pokój z Krzyżakami na blisko osiemdziesiąt lat, a oszałamiające zwycięstwo polsko-litewskie w bitwie pod Grunwaldem dało początek pasmu konfliktów, przerywanych rozejmami i pokojami, na następne sto piętnaście lat. Syndrom relacji krzyżacko – litewskich przenieśliśmy na polski grunt.

Za polityczna klęskę, jaką była unia, nie można obwiniać tylko Litwinów. To był błąd polskich możnowładców, powodowany pazernością na beneficja i przywileje, jakie lekką ręką rozdawali litewscy władcy. Przecież nie ze swojego, bo za takie nie uważali Królestwa Polskiego i nigdy nie uznali.

Jagiellonom przyświecały dwa cele: to nieustanna ofensywa na wschód, z myślą jego ostatecznego podboju oraz ofensywa dynastyczna na zachód, pilnie przy tym bacząc, aby przypadkowo jakieś korzyści z tego tytułu nie stały się udziałem Polski.

Zdumieniem i odrazą napawa postawa polskiego możnowładztwa, kiedy przez trzy lata płaszczyło się przed Kazimierzem Jagiellończykiem, aby zechciał objąć tron polski. Pomimo pro litewskiej, a zarazem antypolskiej polityki Jagiełły, następnie absurdalnie bezmyślnej Władysława Warneńczyka, doprowadzającej do ruiny finanse państwa, nie zgodzili się na oddanie tronu piastowskiemu księciu. Obawiali się, iż to może ukrócić ich sobiepaństwo. Woleli więc władcę, który poświęcając interesy państwa, zatwierdzi kolejne przywileje szlacheckie. Taka była geneza rządów Jagiellonów w Koronie Królestwa Polskiego.

Jan Lech Skowera

 

 

 

 

 

 

Podziel się

Brak komentarzy

zostaw komentarz